Chciałabym się czymś z Tobą podzielić, czymś, o czym jeszcze nie mówiłam na blogu. Po dwóch latach starań, po dwóch latach dla mnie bardzo, bardzo ciężkich, po takim okresie NIEŻYCIA dostałam na chwilę ogromny prezent. Myślałam, że ta czarna rozpacz się skończyła, myślałam, że złapałam Pana Boga za nogi – byłam w ciąży!

Po dwóch latach i przeżywaniu każdego miesiąca. To był czas, kiedy przychodziłam na betę, a pani w Labie mówiła: „Dzień dobry, pani Aniu”.

Pamiętam, że zrobiłam test w piątek rano, byłam jedną z tych osób, które robiły je od 10 dnia po owulacji. Zrobiłam go i moim oczom ukazała się jakaś cienka kreska! Po dwóch latach doczekałam się! Cienka kreska, moja pierwsza cienka kreska! Serce płonęło, a ja czułam, jak lawina szczęścia spadła na mnie, jakby to szczęście dosłownie mnie dusiło.

Dziwne uczucie. Pobiegłam na betę i okazało się, że wyniki będę miała dopiero w poniedziałek. Wiedziałam, że przez weekend będę wsłuchiwała się w swoje ciało, walcząc z każdą negatywną myślą – ciężko mi było uwierzyć, że te starania się skończyły, że nie będę zasypiała z płaczem. Zdecydowanie to był DÓŁ STARAŃ, lub tak mi się tylko wydawało…

Mój mąż poprosił panią o możliwość odebrania wcześniej wyników. Wyszłam z domu, bo nie mogłam usiedzieć w miejscu, a gdy wróciłam, na takiej małej tablicy kredowej zobaczyłam liczbę 27! Mój mąż ją napisał, to był nasz wynik betaHCG.

27 – Boże, dziękuję Ci, ale czemu tak mało, czemu tak mało…

Nie miałam dobrego przeczucia, czułam ogromny niepokój. W poniedziałek powtórzyłam betę, aby upewnić się, że rośnie. Siedzieliśmy w samochodzie, mąż odebrał wcześniej wyniki i nie wiedział, jak mi powiedzieć, że będziemy starali się dalej.

Kartka z mojego instagrama na papierze prowadzonego od lat.

Beta spada!

To był pierwszy raz, kiedy serce rozpadło mi się na kawałki. Jak strasznie to bolało! Jak to mnie dusiło. Nie mogłam oddychać.

Byłam w ciąży przez weekend, to była ciąża biochemiczna

Po dwóch latach ktoś zagrał mi na nosie i dał mi iskierkę nadziei.

Po dwóch latach, to było moje staraniowe dno. To był ten moment, od którego dzień po dniu zaczęłam piąć się ku górze, aby kilka miesięcy później żyć i krok po kroku odzyskać swoje życie.

Później było lepiej, porażki bolały, ale przyzwyczaiłam się do tego bólu. Dziś jako Staraczka wiem, że istnieją różne etapy starań. A może to my zmieniamy swoją postawę wobec tego smutku, który nam towarzyszy?


Na początku jest

Odrętwienie
To pierwszy kontakt z niepłodnością i pytania o przyszłość. „Co mamy robić?”. Na tym etapie występuje strach, obniżony nastrój i dezorganizacja „Co z nami będzie?”.

Gniew
Zadajesz pytania „Dlaczego ja?”, „Inni ludzie mają dzieci, a nie chcą”, „To niesprawiedliwe”. Wiele kobiet kieruje swoją złość w stronę kobiet ciężarnych lub nawet dzieci. Na tym etapie występują konflikty z kobietami w ciąży lub z osobami, które mają dzieci. Swoją złość starają się kierować na lekarzy lub specjalistów, którzy mają im pomóc – nie oszczędzają w słowach. Wydaje Ci się, że ludzie specjalnie mówią o dzieciach i robią Ci tym na złość.

Targowanie
To moment, w którym stajesz na głowie, żeby zajść w ciążę. Składasz obietnice o byciu dobrym człowiekiem, jeżeli zajdziesz w ciążę. Robisz wszystko. Czytasz o diecie, szukasz lekarzy, spędzasz dużo czasu na zgłębianiu wiedzy na temat tego, co może Ci pomóc. Modlisz się, nawet jeśli wcześniej nie było Ci z tym po drodze.

Depresja
Poddajesz się. „Moja praca nie przynosi efektów”, „Nigdy nie będę miała dzieci”. Dużo płaczesz. Izolujesz się od świata. Nie masz siły. Uderzasz głową o dno. „Nigdy nie będę w ciąży”. Obwiniasz się, że sama do tego doprowadziłaś; że przez to, jakim byłaś człowiekiem przed staraniami otrzymujesz teraz karę. Czujesz, że straciłaś sens, że nie dasz rady.

Przyjęcie
„Jakoś muszę dalej żyć”. Następuje budowanie siebie na nowo, na ruinach starań. Starasz się dalej lub odpuszczasz na jakiś czas. Nadal jest ciężko, ale dostrzegasz, jak bardzo Twoja postawa zmieniła się przez te lata. Małymi krokami starasz się żyć od nowa.

U każdej z osób etapy przebiegają w różnych odstępstwach czasu i różnie mogą się objawiać. Znam osoby, którym zajęło to 5 lat i takie, które po 2 latach doszły do etapu przyjęcia. Jeżeli miałabym odnieść to do moich starań, to etap najgłębszej depresji nastąpił właśnie przy ciąży biochemicznej.

Kilka miesięcy później nadszedł etap przyjęcia. Dojście do tego momentu było bardzo uwalniające. Odzyskałam swoje życie i siebie. Zupełnie inaczej podchodziłam do starań, nadal było mi smutno, ale nie tak, jak przez ostatnie lata.

Lepiej sobie radziłam z tym smutkiem, zaczęłam spać i myśleć nie o staraniach, a o rzeczach związanych z rozwojem, pasjami i małymi przyjemnościami, które odwlekałam ze względu na ciążę, w której miałam być. Przestałam żyć w zawieszeniu, nareszcie byłam tu i teraz. Tobie również tego życzę.

 

 


Zapisz się na webinar “Jak zacząć płodne zmiany”

20.11 (wtorek) godzina 19:00