Kiedyś przyszła do mnie załamana koleżanka, mówiąc, że będzie musiała pożegnać się z pracą, bo zaczęła leczenie w klinice niepłodności i ogólnie kaplica i koniec wszystkiego. Wspominała, że najlepiej będzie dla niej, żeby przeprowadziła się do Warszawy, a jeszcze lepiej, żeby zamieszkała w klinice, bo teraz będzie spędzała w niej całe dnie na leczeniu.

Gdzieś w internecie wyczytała,

że leczenie niepłodności to codziennie wizyty w klinice, codziennie badania, usg i tak przez cały cykl. Skąd kobieto to wzięłaś? – wrzasnęłam na roztrzęsioną koleżankę i poprosiłam o chwilę skupienia.

Czy można pogodzić leczenie niepłodności z pracą?

To jest bardzo ciężkie pytanie, bo oczywiście wszystko będzie zależało od przypadku i wdrożonego leczenia, jakim zostanie objęty pacjent. Niektóre z Was pytają, jak to wygląda, jak wyglądają monitoringi cyklu, badania, stymulacje i bardzo często powielanym pytaniem jest “Jak połączyć leczenie niepłodności z pracą i czy jest to możliwe?”.

W tym wpisie posłużę się moim przypadkiem i zostanę królikiem doświadczalnym. Na moim przykładzie (PCOS) leczonym w klinice, było to 4/5/6 wizyt w pierwszej połowie cyklu. Miałam mądrego lekarza, który rozpisywał mi wszystko na kartce i w późniejszym etapie leczenia potrafił przewidzieć, kiedy mam zakończyć leki, a zacząć drugie, kiedy zrobić test z krwi itp.  W niektórych klinikach zalecane jest wykonanie badań (beta hcg) w ich laboratorium, ja wykonywałam wszystkie u mnie na miejscu. Jeżeli ktoś ma system pracy od poniedziałku do piątku np. od 8-16 to będzie mu ciężko pogodzić leczenie z dojazdami, ale kliniki są czynne popołudniami (można się dogadać w miarę możliwości). Warto próbować, a nie od razu przekreślać ten pomysł, że się nie uda. Ja prowadziłam swój sklep, który otwierałam od 10.00 o 5-6 rano miałam PKP, żeby na 8 być w Warszawie w której przebywałam 50 minut i wracałam. Było to męczące, ale czułam, że działam. Wszystko można, chociaż i ja sama nastawiałam się, że nie dam rady tego pogodzić i samo się ułożyło. My kobiety, potrafimy dostosować wszystko tak, żeby było dobrze i się udało, szczególnie, jeżeli chodzi o zwiększenie szansy. Nie poddawajcie się i niech nie zniechęci Was to, że w pierwszym momencie wydaje się to niemożliwe.

Do precyzyjnego wyznaczenia czasu spodziewanej owulacji wystarczają 2-3 badania USG oraz 1-2 badania poziomu hormonów. Łącząc te dwie metody powinniśmy podać ten czas z dokładnością do połowy dnia. Pomija to konieczność wykonywania częstych i nie zawsze komfortowych dla pacjentki ocen własnych śluzu, temperatury, krwi miesiączkowej – invimed.pl

Jeżeli korzystać będziecie z IUI (inseminacja) to Twój partner będzie musiał również zjawić się w klinice, raz na badanie nasienia i wirusologie (jednorazowo, chyba, że badania są nieprawidłowe lub przyczyna leży po jego stronie), oraz w dniu inseminacji.

W przypadku zabiegów in vitro sprawa wygląda inaczej, bo podczas stymulacji potrzebne są częstsze wizyty w klinice w celu monitoringu i badań krwi. Na taką stymulację znajome mi pary brały wolne, żeby się nie denerwować. Jedna z nich mając do kliniki 300 km przeprowadzała się do miasta w którym znajdowała się ich klinika na czas stymulacji i później wracała do domu, żeby jeszcze raz wrócić na transfer (jak dobrze poszło i nie trzeba było odwlekać go na kolejny miesiąc).