Zaczynając moją przygodę z PCOS myślałam, że jestem jedyna na świecie z takim przypadkiem. No, może przesadziłam, że jestem jedyna w swojej okolicy i w kręgu znajomych. Jakież było moje zdziwienie, kiedy problem niepłodności miała sąsiadka, która powiedziała mi o tym dopiero, kiedy bez wstydu przyznałam, że na białą kołyskę musimy jeszcze poczekać, że koleżanka z kursu, kiedy przy rozmowę o dzieciach stwierdziłam, że bardzo bym chciała, ale nie wychodzi… po tym szturchnęła mnie za rękaw, a błysk w jej oczach wskazywał, jakby znalazła nierozerwalną nić przyjaźni. Ty też?!-zapytała. Miałam wrażenie, że poczuła ulgę, że w jej towarzystwie znalazła się chociaż jedna kobieta, która ją zrozumie i uwierzy, że dla niej ta comiesięczna porażka to coś więcej, niż jedna, fioletowa kreska na teście ciążowym. Najczęściej tak właśnie dowiadywałam się o problemach innych, którzy aż się palili do powiedzenia mi o tym, jak tylko ja w jakimś temacie dałam do zrozumienia, że też mam pod górkę.

Liczba jest wymyślona i służy tylko orientacji przypadku. 10 na 10 kobiet, które przyznały mi się, że mają problemy z zajściem w ciąże, zrobiły to chwilę po tym, jak przyznałam się przed nimi pierwsza. Były to osoby nie najbliższe, ale z kręgu szkoleń, kursów, pracy itp.

Zastanawiam się dlaczego

  1. Bały się przyznać do tego, bo jest to zbyt intymna kwestia, ale w momencie pokazania, że ja też należę do kółka adoracji testów ciążowych – kwestia intymności problemu zanika?
  2. Wstydziły się i obawiały braku zrozumienia?

 

Słuchając wszystkich historii, miałam wrażenie, że one nie miały się z kim wygadać i widziały we mnie swojego człowieka.Wiele z nich mówiło, że im głupio mówić innym, że starają się o dziecko. Kiedy zadawałam pytanie “Dlaczego jest Ci głupio?” padały różne odpowiedzi, ale większość sprowadzała się do poczucia wstydu przed innymi. One same skazały się na wyobcowanie z piętnem nie kobiety, nie matki i nie rodzicielki. Dawały sobie same przyzwolenie na mówienie o nich, jako kobiety nieprzydatne, nie kobiety. Godziły się na takie traktowanie przez innych, chociaż, jak same stwierdziły takich przypadków wyśmiewania było mało, raczej z niewiedzy niż z wiedzy ktoś pozwolił sobie na żarty. Te żarty  i nieprzyjemne, pojedyncze sytuacje zapadły im w pamieć i założyły kłódki.

 

Czy niepłodność to powód do wstydu?

Niepłodność jest obecnie (jeszcze) tematem TABU. Co piąta para w kraju skrywa przed światem temat TABU, który jest powszechny, jak się okazuje. Dziwne, prawda? Należy zrozumieć, że nie dostałyśmy niepłodnosci za kare, zwyczajnie to cholerstwo się nas uczepiło i odczepić się nie chce, ALE, w większości przypadków ono się odczepia i tylko nieliczne pary nie zachodzą w ciąże. Potraktuj niepłodność jak pewien etap z którym musisz się zmagać, który potrwa jakiś czas, ale jest to etap, który ma swój koniec. Nie, niepłodność nie jest powodem do wstydu. Jest problemem z którym przyjdzie Wam walczyć, ale w chęci posiadania i pragnienia dziecka nie ma nic czego można byłoby się wstydzić.

Czy warto mówić innym, że staracie się o dziecko?

Z moich obserwacji wynika, że ludzie potrzebują o tym mówić, tyle, że ciężko im wybrać osobę ze swojego towarzystwa, która naprawdę zrozumiałaby problem. W momencie w którym osoba niepłodna znajduje “swojego” nie krępuje się  z opowiadaniem o procedurach, zabiegach, lekach itp, nawet kiedy jest to obca/daleka znajoma. Czy to obawa przed brakiem zrozumienia powoduje w ludziach zahamowanie przed dzieleniem się tą informacją? Czy powodem może jest wizja wykluczenia ze społeczeństwa? Czy może jest to strefa związana z seksualnością człowieka, która nadal powoduje na naszych twarzach wypieki.

Warto mówić innym, że staracie się o dziecko, jeżeli przyniesie Wam to ulgę. Jeżeli widzicie plusy, jakie dzięki temu możecie osiągnąć, to zastanówcie się, jak to zrobić i zróbcie to. Zastanówcie się komu możecie/chcecie powiedzieć od kogo oczekujecie wsparcia, kto Was rani, bo nie wie lub przed kim ukrywanie tego Was męczy.

Człowiek podczas starań gromadzi w sobie dużo, dużo emocji, które muszą mieć jakieś ujście. Jedni płaczą, inni wybuchają gniewem, jeszcze inni kłócą się z partnerem, ale widzicie w czym rzecz. Wszystko ma gdzieś swoje ujście. Dlaczego nie pozwolić na opowiadanie o tym innym, przy okazji, jak się ktoś zapyta. Zrozumie, nie zrozumie, pokiwa głową, ale my o tym powiemy głośno i przyniesie nam to w jakimś stopniu ulgę.

Łatwiej mówić obcym, niż swoim. Dlatego fora internetowe niepłodnych kobiet są zatrzęsione informacjami, relacjami z wizyt lekarskich, relacjami z podróży do klinik, a także opisów co robiły ciekawego w dzień itp. Lepiej im powiedzieć, anonimowo o tym, że znowu płaczą w kącie, bo test pokazuje wyimaginowany cień cienia i dwa, są między osobami, od których nigdy nie dostaną w informacji zwrotnej, że gadają głupoty. Ilość wątków na forach jest tak ogromna, i to oznacza, że kobiety niepłodne mają potrzebę rozmawiania z kimś o swoim problemie.

Dlaczego  ludzie wstydzą się niepłodnośći

Niepłodność jest tematem tabu. Brak możliwości spełnienia tak ważnej w społeczeństwie funkcji prokreacji jest ogromnie dołująca. Kobieta czuje się wykluczona w pewien sposób z tego co wszyscy narzucają jej od zarania dziejów. Boją się reakcji takich jak: obmawianie, wyśmiewanie, słuchanie głupkowatych żartów i uwag. Boją się, że tę wiedzę ktoś może wykorzystać przeciwko niej.

Czy warto rozmawiać?

Warto. Bo jest to jedna z kluczowych rzeczy, która pomaga przetrwać okres walki i starań o dziecko.