Edometrioza. Udało się! Wasze historie

kissing-1149918_960_720

 

Aleksandra lat 35.

5 lat starań. Endometrioza. Dwa zabiegi In Vitro. Córka skarbek.

Endometrioza i ciąża

Zbierałam się do napisania tej historii już jakiś czas, kiedy zobaczyłam, że można na tym blogu publikować takie szczęśliwe zakończenia. Sama nie wiem od czego zacząć. Może od tego, że byłam głupia, bo zamiast dziecka,  wybrałam sobie szczeble korporacji i byłam mądra, bo coś mnie jednak tknęło, żeby nie odkładać pierwszego dziecka po przebyciu okrągłych 30 lat. Mając 29 i 11 miesięcy :), dobrą pozycję, stwierdziłam, że ODBĘBNIĘ macierzyństwo. Teraz jak myślę w jaki sposób traktowałam moje WYIMAGINOWANE dziecko, jest mi wstyd. Na nieszczęście i szczęście te 5 lat walki sprawiło, że z kobiety, która robiła karierę i widziała tylko czubek własnego nosa stałam się ciepłą, kochająca matką. Oj, niepłodność uczy, uczy dużo.

Starania zaczęliśmy kiedy miałam 30 lat. Pierwsze miesiące upływały nam na niczym. Bez napięcia. Od lekarza dowiedziałam się, że nie widzi nic w obrazie USG co mogłoby przeszkadzać w zajściu w ciąże i na pierwszy rzut oka wszystko było ze mną cacy. Stwierdził, że rok możemy się nic nie martwić. Do serca biorą jego rady, przez okrągły rok nie robiliśmy nic, oprócz wiadomo. Po roku zaczęło mnie trochę zastanawiać, dlaczego tej ciąży nie ma i trochę się zaczęłam martwić. Na kolejnych wizytach, lekarz nie stwierdził nic nadzwyczajnego w obrazie jajników i macicy i mówił, że wszystko jest ok i ciąża powinna się udać lada moment. Zaczęłam czytać w internecie o możliwych przyczynach niepowodzeń. Połączyłam trochę faktów i zdiagnozowałam sobie endometriozę, ale taką z internetu tylko. Wielokrotnie powtarzałam mężowi, że na bank mam tą endometriozę, albo mam wrogi śluz, albo on ma słabe parametry nasienia. Doktor google. Tak naprawdę pierwsze dwa lata to było marnowanie czasu, gdybanie i oczekiwanie na tę ciąże, która miała być w każdym miesiącu.

DWA LATA PÓŹNIEJ

Zaczęłam już jakiś czas się załamywać i płakać nad każdą pojedynczą kreską ciążową. Zdecydowaliśmy wraz z mężem, że nie będziemy czekać i udamy się do kliniki niepłodności. Ja przechodziłam okropny okres. Dopiero zaczęło do mnie dochodzić, że mamy problem, którego jeszcze nie znamy. Trochę obwiniałam siebie za to wszystko, że to przez moje myślenie o dziecku, jako etap do odbębnienia. Jak to mówił mój mąż “Bozia pokarała”. Idąc na pierwszą wizytę do kliniki – czułam ulgę. Myślałam, że już będę w ciąży….tak jednak nie było. W klinice wizyta, wywiad, wszystkie badania. Obserwacja cyklu i nic.  Padło podejrzenie endometriozy a laparoskopia miała to potwierdzić. Poczułam ponownie ulgę, kiedy dowiedziałam się, jaka jest przyczyna. Myślałam, że lada moment skończy się opłakiwanie jednej kreski, kłótnie z mężem i ciche dni między nami.

Nasze życie zamieniało się w oczekiwanie na owulację i test ciążowy. Staliśmy się zakładnikami cyklu. Chyba jak u każdej kobiety starającej się o dziecko. Zaczęła się niechęć do życia i jakie etapy depresji. Na zewnątrz,  przy innych trzymałam się dobrze, ale w środku serce mi pękało, kiedy kolejne koleżanki zachodziły w ciąże. Zaczęłam nawet ich unikać, zaczęliśmy (na moją prośbę) unikać każdego kto miał styczność z dziećmi. Tak było lepiej.

W klinice zaczęliśmy stymulację gonadotropinami i oczekiwać na cud i się nie doczekaliśmy. Podczas laparoskopii ogniska endometriozy zostały usunięte, ale ciąży nie było. Po kilkunasty  nieudanych próbach, zaczęliśmy zastanawiać się nad in vitro do którego podeszliśmy rok później. (3,5 lata starań)

Moje torbiele, które nie wiadomo skąd, nie wiadomo po co przesuwały skutecznie poddanie się zabiegowi. W pewnym momencie miałam wrażenie, że ktoś na chce powiedzieć, że nie będziemy mieli dzieci i żeby lepiej przestać się starać. Nasze małżeństwo miało pierwszy raz kryzys. Nikt z nas nie myślał o rozwodzie tylko byliśmy już zmęczeni tym wszystkim, potrzebowaliśmy spokoju, który złapaliśmy na wakacjach na Kubie i CUD!

DWIE KRESKI

Dla mnie był to znak, że mogę, że jest szansa, że już i niestety, ciąża obumarła w 6 tygodniu. Po prawie 4 latach dla mnie to był cios tak wielki, że chyba przez tydzień nie wychodziłam z łóżka. Co jeszcze zgotował mi los. Ale on miał jeszcze dla mnie całkiem sporo atrakcji.

IN VITRO

Zgodnie z propozycją lekarza, przystąpiliśmy do pierwszej procedury. Udało się pobrać komórki, dobra klasa, podanie, czekanie i beta ani drgnie. Załamka totalna. Płacz i morze łez, że jak to nie pomogło to już nic nie pomoże. Nie chcę opisywać tutaj całej procedury, bo osobom starającym jest ona znana. Ale walka z niepłodnością dla mnie była piekłem. Jedyne co trzymało mnie przy życiu to nadzieja, że kiedyś zobaczę moje dziecko.

I ZOBACZYŁAM 

Endometrioza udało się

Dzięki drugiemu zabiegowi in vitro. Udało się i wraz z moim mężem zobaczyliśmy nasz wyśniony, wyczekany cud, które najpierw byłą pięknymi kreskami na teście ciążowym. Myślałam, że nigdy te testy nie pokażą tak fioletowej kreski. Kiedy robiłam test, zostawiłam go w łazience i przez pół godziny bałam się na niego spojrzeć. 9 miesięcy później już nie bałam się i nie mogłam się doczekać, żeby spojrzeć na moją CÓRKĘ.

Naszą piękną córkę o którą walczyłam, jak lwica. Było warto każdej łzy i płaczu, wszystkich kilometrów i czasu. Gdybym wiedziała, że na końcu tej drogi spotkam taki skarb, mogłabym walczyć jeszcze dłużej.

Kochane Kobiety Staraczki. Wiem, że myślicie, że Was to nie spotka, ale ja wierzę, że prawda będzie inna. Warto jest czekać i się nie poddawać. Wiem, że jest to ciężkie, ale nadzieja umiera ostatnia.

OLA

designed by: freepek.com

 #nieoplodnosctoniewyrok to Wasze historie walki o macierzyństwo. Mam nadzieję, że będziecie chciały dzielić się nimi i podarować innym odrobinę nadziei.

Historie możecie wysyłać na maila: towsrodku@gmail.com


 

Tagi:

Related Posts

by
Witaj, nazywam się Ania i tworzę to miejsce z myślą o osobach, które starają się o dziecko i interesują się swoim zdrowiem. Zdrowie to również jedzenie, przepisy i wolny czas. :)
Previous Post Next Post

Comments

    • malame
    • Styczeń 27, 2016
    Odpowiedz

    Brawa za wytrwałość i gratuluję córeczki!

    • Leszek
    • Czerwiec 24, 2017
    Odpowiedz

    A my niestety po 5 latach leczenia i po 4 in vitro. Endo II stopnia i brak wiary że się udać może cokolwiek. Smutek cholerny.

    1. Odpowiedz

      Leszku, nie wiem co napisać. Sama jestem przed pierwszym ivf. Wiem,że może się nie udać, ale bardzo chcę wierzyć, że medycyna dała nam szanse. Może niewielkie, ale jednak.
      Trzeba mieć nadzieję, nawet gdy jest bardzo źle. To ona trzyma mnie I dodaje sił. Wysłałam jej Wam trochę od siebie -tak wirtualnie;)

  1. Odpowiedz

    Mam mokre oczy;)

    • Jusia
    • Lipiec 4, 2017
    Odpowiedz

    Nadzieja wciąż się tli. Endo III stopnia. 2,5 roku starań i… nic. Zostaje in vitro lub cud ! Życzę sobie i każdej kobiecie starającej się o dwie kreseczki wytrwałości !

      • Ania
      • Lipiec 5, 2017
      Odpowiedz

      Jusia, życzę dużo siły i wiary!

    • Lutella
    • Sierpień 9, 2017
    Odpowiedz

    U mnie podobnie….endo. III st. Leczenie Zoladexem. Podchodzimy do 2 in vitro… i bardzo ale to bardzo się boje….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

0 shares

Kategorie