W swojej pracy spotykam wiele Endokobiet, które po zmianie diety poprawiają komfort swojego życia i żyją pełną piersią mając endometriozę. Cieszę się, że takich kobiet jest więcej i mam nadzieję, że te dwie Endokobietki, które są autorkami tego wpisu, przekonają Cię do walki o swoje zdrowie i płodność. Jeżeli chciałabyś zgłębić tajniki diety, odsyłam również do tego wpisu: “Dieta w endometriozie”. 

Czy dieta w endometriozie działa? 



Wpis gościnny został stworzony przez 2 Endowojowniczki: Kingę Wałęgę, która walczy z endometriozą podchodząc do niej holistycznie oraz Ewę Pytel Bartnik, która prowadzi zajęcia z jogi terapeutycznej. Jej grupę dla kobiet znajdziesz na facebooku.  Jeżeli jesteś z Poznania i chcesz wybrać się na zajęcia z Ewą, zerknij na harmonogram zajęć.

Dziewczyny mogłyście poznać w naszym filmiku #nieplodnosctoniewyrok.

Czego dowiesz się z wpisu.

1. Jak zmniejszyłam ból przy endometriozie dzięki diecie. (Kinga)
2. Jakie błędy spowodowały nawrót bólu. (Kinga)
3. Jak małe odstępstwa nie powodują powrotu bolesnych miesiączek. (Kinga)
4. Poznaj moją endolistę. (Kinga)
5. Antyoksydanty w walce z endometriozą. (Kinga)
6. Moje sposoby na walkę z endometriozą.  (Kinga)
7. Jak poradzić sobie na wakacjach na diecie. (Kinga)
7. Joga dla Endokobiet – poznaj 6 asanów. (Ewa)
8. Emocje podczas wakacji. (Ewa) 

DO POBRANIA:

1. Joga dla endokobiet – Ewa Pb
2. Lista na wakacje dla endokobiety – Kinga Wałęga

#endowojowniczka

Wszystko zaczęło się gdy trafiłam do lekarza, dla którego nie ma jednego złotego środka na walkę z endometriozą. Okazało się, że laparoskopia i leki to za mało. Zresztą trudno było się z tym nie zgodzić ponieważ moje objawy endometriozy, a zwłaszcza ból i PMS wróciły po roku od laparoskopii. Lekarz zaproponował mi podejście holistyczne. Leki, suplementy, dieta, aktywność fizyczna. Zadziałało. W zaledwie kilka miesięcy od wdrożenia w życie tego planu zapomniałam co to ból, PMS, moje dłonie i stopy przyjęły temperaturę właściwą dla żywego człowieka ( wcześniej miały temperaturę raczej martwego człowieka ;), naprzemienne biegunki i zaparcia poszły w niepamięć. Szok i niedowierzanie, powoli ustąpiły miejsca radości i … wrzuceniu na luz.

#lekcja

To wrzucenie na luz zbiegło się w czasie z zeszłorocznym wyjazdem wakacyjnym. Czułam się tak wspaniale! Poczułam, że JĄ pokonałam. Jak mawia pewien znany youtuber „nic bardziej mylnego”. Zaszalałam. Dieta poszła w kąt totalnie. Było wszystko co mi nie służy. Codziennie kawa z ciastkiem, lody, frytki, białe pieczywo, piwko na plaży. Były też całkiem przyzwoite rzeczy jak np. ryba z grilla ;), w międzyczasie byliśmy na weselu… wszystkie desery moje… zjadłam porcje tortu moją i męża. Tak, słodycze to moja pięta achillesowa. Co dziwne przetrwałam te półtora tygodnia bez większych problemów ze strony układu pokarmowego, co oczywiście było dobrą zachętą do kolejnych odstępstw od diety. Powrót do domu to mozolne wdrażanie się od nowa we właściwy sposób odżywiania. Nie od razu wszystko wskoczyło na właściwe tory. I przyszedł ten dzień, pierwszy „powakacyjny” okres. I wszystko wróciło jak zły sen. PMS, dzień przed biegunka, w trakcie wzdęcia i zaparcia, no i ból. Skurcze takie, że nie byłam stanie się ruszać przez dwa-trzy dni. Do łazienki człapałam zgięta w pół. Na pewno większość Endokobiet to zna, ten bezwarunkowy odruch przyjęcia takiej pozycji aby skurcz był jak najmniej bolesny, choćby to była najdziwniejsza pozycja świata. Moja motywacja do powrotu na dietę momentalnie wzrosła o 500%. Kolejny cykl przebiegał podobnie, ale na szczęście następne były już bez objawów Endo. I wiecie, co? To wcale nie był największy ból jaki przeżyłam w związku z endometriozą, jednak bardzo traumatyczny, bo nie byłam zupełnie na to gotowa psychicznie. Naprawdę inaczej funkcjonowałam gdy ten ból towarzyszył mi na co dzień, byłam na niego przygotowana, wiedziałam już kiedy i jak może zaatakować. Jednak kiedy jesteś na etapie tej radości, że o to rozstałaś się ze swoim „ciemiężycielem”, skaczesz jak młoda kózka bo wreszcie nic Cię nie boli i nagle dostajesz taki lewy sierpowy, to rozkłada na łopatki. Mnie rozłożyło na tyle mocno, że do kolejnych wakacji postanowiłam się lepiej przygotować, bo nie oszukujmy się to jest czas który rządzi się swoimi własnymi prawami.

#endoarmia czyli przede wszystkim równowaga

Jak to jest z tą zdrową dietą? Czy naprawdę jak zjem jedno ciastko to cała moja praca idzie na marne? NIE! Podoba mi się bardzo porównanie jakie kiedyś przeczytałam na jednym z blogów na temat zdrowego odżywiania. Temat dotyczył rozmawiania z dziećmi na temat zdrowej diety, ale mi jako osobie dorosłej też to porównanie bardzo odpowiada. Jak to jest, że dziecko nie dostaje tak jak koledzy drożdżówek na drugie śniadanie bo „są niezdrowe”, a w niedzielę wszyscy jedzą ciasto? Czy nagle to co niezdrowe stało się zdrowe? Chyba nie. Jako wytłumaczenie dzieciom czym jest tzw. „cheat meal” posłużyły plastikowe żołnierzyki. Zielone – to nasza armia dbająca o to żebyśmy byli zdrowi, czerwone – to wszystko to co nas kusi, ale źle wpływa na nasze zdrowie. Im więcej mamy w swojej armii zielonych żołnierzyków, tym trudniej czerwonym żołnierzykom nas pokonać. Im więcej czerwonych żołnierzyków na naszych talerzach tym trudniej naszej zielonej armii zwyciężyć. Więc jeden czerwony żołnierzyk nas nie pokona, ale już kilka…

#endolista

Przed wakacjami stańmy w prawdzie przed sobą – to czas czerwonych żołnierzyków. Jednak jeżeli całkowicie zapomnimy o naszej zielonej armii, po powrocie może się okazać że zostały z niej zgliszcza i pracę musimy zaczynać od nowa. Dlatego w tym roku wśród moich „list” do pakowania się na wakacje znalazła się również „endo lista”. To co na niej się znajdzie jest sprawą indywidualną, każda z nas sama wie najlepiej co jest dla niej takim „złotym tipem” aby mimo skoków w bok utrzymać swój organizm w dobrej formie. Też każda z nas spędzi wakacje gdzie indziej i będzie miała inne możliwości wykorzystania różnych wspomagaczy, więc to też należy wziąć pod uwagę tworząc swoją listę. Co realnie będę mogła wprowadzić w życie, w taki sposób żeby nie było to dla mnie uciążliwe. Poniżej piszę dlaczego moja lista wygląda tak a nie inaczej, ale pamiętajcie, to sprawa indywidualna i tylko przykład tego jak można stworzyć sobie taką bazę wakacyjnych wspomagaczy aby móc cieszyć się tymi wszystkimi wyskokami i odstępstwami bez wiszącej nad głową obawy jaką cenę przyjdzie nam za te chwile szaleństwa zapłacić.

Pobierz moją endolistę 

#endokomandosi

Moi endokomandosi, czyli specjalna silna grupa zielonych żołnierzyków to ANTYOKSYDANTY. Tegoroczne wakacje to tydzień w małej miejscowości nad Bałtykiem. Szukając pokoju zwracałam uwagę aby mieć dostęp do kuchni, ponieważ zazwyczaj śniadania i często kolacje przygotowujemy sobie sami, przede wszystkim ze względów finansowych, ale też chcę mieć możliwość zjedzenia przynajmniej 1-2 posiłków w ciągu dnia „po mojemu”. Dla mnie to świetna okazja właśnie na doładowanie się antyoksydantami w prosty sposób. Np. dodanie do sałatki z pomidorów oregano, tymianku lub czarnuszki, wypicie endoeliksiru, przygotowanie smoothie z kurkumą. Równie ważna jest dla mnie równowaga w diecie między kwasami omega 3 i omega 6, dlatego oprócz tego, że na pewno będzie dużo ryb, to dodatkowym wsparciem będzie dla mnie siemię lniane i olej lniany oraz tran.

#jelita

Ważną rzeczą jest też dla mnie aby przy nagłej zmianie diety moje jelita nie oszalały. Na co dzień jem (istnieją wskazania do diety eliminacyjnej) bez glutenu, nabiału, jajek, czerwonego mięsa, alkohol raczej symbolicznie, jem dużo warzyw i węglowodany złożone z dużą ilością błonnika. Nie ma się co oszukiwać, w wakacje tak  nie będzie, nie cały czas. W wakacje oprócz normalnego jedzenia będą lody, piwo, podawane do ryby frytki pełne tłuszczu trans, oraz symboliczne porcje surówek zalane w najlepszym wypadku najtańszym olejem rzepakowym ;), może jakaś pizza. Mimo, że zazwyczaj przy tego typu wyżywieniu wybieram wersje lepszą dla mnie np. pizze parmeńską z dużą ilością rukoli, gdzie ser jest tylko w postaci wiórków parmezanu, to i tak kilka, kilkanaście takich dni to może być szok dla mojego wnętrza. Nie chcę tracić ani jednego dnia wakacji na zaparcia, gazy, albo co gorsza jakiś skręt kiszek, dlatego na mojej Endo liście są takie cuda jak herbatki ziołowe na jelita i wątrobę, ogórki kiszone i zakwas buraczany (naturalne probiotyki), oraz hummus i chleb bezglutenowy. Hummus to pełna błonnika moja baza śniadaniowa, będzie gościł na stole zapewne na zmianę z rybami. Natomiast chleb bezglutenowy taki dobrej jakości jest trudno kupić, więc wolę mieć swój i nawet jeżeli zdarzy mi się w wakacje podjeść np. pizzę z bielutkiej jak śnieg pszenicznej mąki, to chcę aby mój układ trawienny w tak zwanym międzyczasie dostał też coś co zna i z czym dobrze sobie radzi, taka chwila wytchnienia ;). Chleb biorę porcjowany, aby na miejscu móc go zamrozić i łatwo później wyjąć tylko tyle ile potrzebuje. Zagadką może być blender. Blender biorę bo po postu lubię smoothie i jadę samochodem, więc mam tyle miejsca na bagaże, że mogę również zabrać blender;). Smoothie są świetne jako drugie śniadanie, które można zabrać na plażę i przy okazji łatwo do nich przemycić dobrą dawkę kurkumy.

Warto też wcześniej zrobić sobie trochę taki jedzeniowy „rachunek sumienia”. Ja np. aby na takich wyjazdach nie popłynąć całkiem przyjęłam pewne zasady, które się sprawdzają, ale też nie powodują że czuję ograniczona. Np. zasada „sztuka wyboru” w odniesieniu do wielkiej mojej słabości jaką są lody. Postanowiłam, że będą to tylko „najlepsze” lody. Takie po których zjedzeniu nie zastanawiam się czy były wybitne, tylko od razu pojawia się myśl „warto było”. Dzięki temu po zjedzeniu lodów jestem zadowolona ( nie ma stresu ;)) i nie jem ich codziennie, bo okazja nie trafia ciągle, bo wszystkie gotowce i lody z maszyny, które są magicznym proszkiem wymieszanym z wodą odpadają, bo w mojej głowie już jest zakodowane, że wybieram jakość, a nie tylko uszczuplenie finansów i zapełnienie brzucha.

Zastanów się przed wyjazdem, czego Ci najbardziej brakuje, co jest tak naprawdę dla Ciebie „grzechu warte”, w ten sposób wszystkie mniej kuszące rzeczy zbledną jeszcze bardziej i już takie kuszące w czasie wyjazdu nie będą, bo masz  już swój top smakołyków.

Czymś co również będzie wsparciem dobrej pracy moich jelit jest joga. Nie ma jej na liście, bo zabieram ją zawsze i wszędzie w głowie.

 

 

#ciepło/zimno

Na co komu koc, grube skarpety, termofor i rozgrzewająca zupa w środku lata? Odkąd pozbyłam się problemu zimnych dłoni i stóp, pokochałam ciepło jeszcze bardziej. To oznacza, że gorzej znoszę ewentualne przemarznięcie. Denerwuje mnie to zwyczajnie. Dlatego wolę mieć taki podręczny arsenał do szybkiego rozgrzania się. Niestety dwadzieścia kilka stopni nad Bałtykiem to nie są tropiki. I woda i leżenie na piasku w takiej temperaturze, przy lekkiej bryzie znad morza powodują że po całym dniu wracając z plaży czuję, że mam zimne dokładnie wszystko i nieuchronnie zbliża się gil z nosa. Nie znoszę tego. Dodatkowo według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej macica kobiety starającej się o dziecko, powinno być miejscem dla niego przyjaznym. Oprócz tego, że warto zwalczać stany zapalne związane z ogniskami endometriozy, to „domek” naszego przyszłego dziecka powinien być ciepły. Mnie to przekonuje. Po za tym  w czasie miesiączki znacznie lepiej przechodzimy skurcze macicy, które są naturalnym elementem oczyszczania, gdy jest ona ciepła. Dlatego tak często tak dobrze działa na endokobiety termofor.

~ Kinga Wałęga

Joga dla endokobiety

Podczas urlopu nic nie musimy. Czas To przywilej, z którego powinnyśmy czerpać garściami. Słońce uzupełnia niedobory witaminy D3, morskie powietrze ożywia naszą tarczycę, ufamy, że ryba zjedzona podczas wakacji nad morzem zawiera najlepszą Omegę 3. Także na konsumpcję czerwonego wytrawnego wina znajdzie się wytłumaczenie. Endokobieta na wakacjach może rozważyć, czy całkowite oddanie się smakom wakacji nie zrujnuje efektów wielomiesięcznej diety prozdrowotnej przeciwzapalnej. Ale bez stresu. Ustalmy takie minimum wakacyjne, które nasza endo-istota powinna przestrzegać. U mnie ono się sprawdza.

Jako joginka polecam jogę. Sześć asan:

Supta baddha konasana lub Janushirasana,
Malasana,
Ardha halasana,
Salamba Sarvangasana,
Savasana.


Podstawą wykonania tych asan jest zachowanie miękkiego brzucha!

Miłego wypoczynku.

 

~ Ewa Pytel – Bartnik

 

Podsumowując. Zastanów się, jakie małe rzeczy możesz dla siebie zrobić w czasie wakacji, aby nie pozwolić aby endometrioza znów przejęła kontrolę nad Twoim ciałem i … BAW SIĘ DOBRZE, endorfiny to też takie „antyoksydanty” 😉


Kinga Wałęga 

Prawie cztery lata temu dowiedziałam się że bolesne miesiączki, silny PMS, dolegliwości jelitowe powiązane z cyklem miesięcznym oraz kilka innych „przyjemności” z którymi borykałam się od lat nie są związane z „moją urodą” tylko endomertiozą. W chwili diagnozy był to 4 stopień z licznymi ogniskami i zrostami. Laparoskopia pomogła na pół roku. Ponad rok temu trafiłam na lekarza, który powiedział że walkę zaczynamy od diety i suplementacji. Z czasem doszła do tego joga. Od roku żyję bez bólu, PMS, biegunek, zaparć, bez zimnych stóp i dłoni i innych „umilaczy”. Kocham jeść dlatego moja dieta mimo eliminacji, mimo dużych zmian ma po pierwsze być smaczna. I to właśnie próbuję przekazać na moim instagramowym koncie kiniawkuchniiogrodzie gdzie pokazuję moje dania i inspiracje. Wiem jak ciężko jest zacząć zmianę nawyków, które tak naprawdę są zmianą życia. Wiem jakie rodzą się w nas obawy przed zmianą, dlatego chcę pokazać wszystkim endokobietom, że dieta przeciwzapalna to nie ciąg wyrzeczeń, tylko zdrowe posiłki które mają po pierwsze zachwycać nas swoim smakiem.
PS: pierwszy cykl „po wakacjach” już jest. Przez pierwsze dwa dni spore zmęczenie, ale zero bólu, zero PMS, zero zaparć. TO DZIAŁA!

Instagram Kingi 

Ewa Pytel – Bartnik

Jestem germanistką, literaturoznawczynią, instruktorką jogi i pasjonatką holistycznych metod leczenia. Moją nadrzędną motywacją w prowadzeniu zajęć jogi terapeutycznej prokobiecej jest dzielenie się własnym doświadczeniem. To przekonanie, że można wpłynąć na stan zdrowia i ducha poprzez konkretne działania, które są częścią procesu samoleczenia – poprzez celowany ruch, dietę, techniki oddechowe i pracę z emocjami. Wystarczy wsłuchanie się w swoje potrzeby, zbudowanie świadomości ciała i praca.

Jogowa grupa na facebooku
Harmonogram zajęć z Ewą