Moja historia wygląda tak: zaczęliśmy starać się o dziecko w październiku 2015 roku, rok po ślubie. Tak zawsze planowaliśmy. Byliśmy nastawieni, że uda się od razu. Udało się po pół roku – dwie kreseczki na teście i ogrom naszej radości. Na USG było widać piękny pęcherzyk ciążowy. W siódmym tygodniu ciąży nadal tylko pęcherzyk, pan doktor kazał poczekać jeszcze tydzień… Mówił, że czasem serduszko pojawia się później, ale niestety w 8 tygodniu ciąży nadal się nie pojawiło. Dostałam skierowanie do szpitala na zabieg łyżeczkowania, tam właśnie spędziłam swoje 27 urodziny.

Nigdy nie zapomnę tego uczucia pustki i gdyby nie mój Mąż, nie wiem, jakbym to przetrwała. Kiedy trochę doszliśmy do siebie, zaczęliśmy się znów starać, mijały kolejne miesiące i nic… Po roku starań Mąż zrobił badania nasienia. Wyniki wyszły dobre.

Ja zrobiłam amh, wszelkie badania hormonalne oraz hsg jajowodów. Wszystko było w porządku. „To dlaczego od półtora roku nie mogę zajść w ciąże?” – myślałam ciągle… Było ze mną coraz gorzej pod względem psychicznym, bo wokoło wszyscy mieli dzieci lub zachodzili w ciąże… W końcu po 19 miesiącach starań, dzień przed Wigilią Bożego Narodzenia znów ujrzeliśmy dwie kreski!

To cud – mówiliśmy. Jednak 6 dni później przyszło krwawienie, a beta z krwi nie była nawet ciążowa… lekarz w szpitalu powiedział: „To ciąża biochemiczna, zdarza się bardzo często”. Jakoś daliśmy razem radę spędzić Sylwestra, płacząc i pocieszając się wzajemnie.

Moja kuzynka poleciła mi lekarza, który wyleczył jej znajomą. Pomyślałam – co mi szkodzi, może czas zmienić lekarza. Pierwsze badanie, na jakie mnie skierował, to była krzywa cukrowa i insulinowa. Zrobiłam je od razu, a wyniki mnie przeraziły.

Miałam  insulinooporność i hiperinsulinemię.
Lekarz powiedział, że da się to ogarnąć. Zapisał odpowiedni lek i kazał udać się do dietetyka. Pani dietetyk stworzyła dla mnie jadłospis. Śmiała się ze mnie, bo na słowo kasza i ryż krzywiłam się… Ziemniaki zaleciła jeść raz w tygodniu. Podstawą mojej diety były produkty z niskim indeksem glikemicznym oraz całkowita eliminacja słodyczy, cukrów. Z początku byłam załamana, ale szybko nauczyłam się dostrzegać zalety tej diety. Dużo warzyw, owoce. Po dwóch miesiącach diety schudłam 6 kg, obecnie już nawet 10 kg. A po trzech miesiącach jej stosowania ujrzałam na teście dwie kreski! Oczywiście nie potrafiłam się od razu cieszyć, bałam się, że historia znów się powtórzy. Pierwsze usg: wszystko dobrze, jest pęcherzyk. Kolejne usg, lekarz mówi: „Pani Aniu, tu biją dwa serduszka”. Szok, łzy i niedowierzanie – taka była nasza reakcja.


Obecnie zaczynam 15 tydzień ciąży bliźniaczej, jestem dobrej myśli, dzieci rosną zdrowo i równo, mieliśmy już badania prenatalne. Wyniki glukozy były w normie, nawet dwa razy zjadłam ciasto domowej roboty.


Życzę każdej z Was podobnego zakończenia długich starań o dziecko. Nigdy nie traćcie nadziei.