Wiele z Was namawiało mnie w prywatnych wiadomościach do opisania mojej historii, jak zaszłam w ciążę mając PCOS – dziś chciałabym żebyście poznały, jak wyglądała moja walka.

Dzień dobry! Nazywam się Anna Mazur-Gajo

Moja historia jest historią wielu z Was i tylko ogromna wiara i nadzieja pozwoliły mi przetrwać przez te wszystkie lata i wygrać z PCOS. O dziecko starałam się 3 lata, które były jak wyrwa w moim życiu. To 3 lata pełne płaczu, smutku, żalu do świata, nieporozumień w związku, izolacji od świata, braku radości z życia ale także doświadczenie narodzenia się na nowo, wyrwania z sideł starań i poszukiwanie szczęścia bez dzieci. Poczułam, że można widzieć promienie słońca przez to zachmurzone niebo, jeżeli się na to sobie pozwoli.

Gdyby kilka lat temu ktoś powiedziałby mi, że ten wielki ból, którego doznawałam w tym czasie, jest początkiem czegoś pięknego, powiedziałabym, że dla mnie piękno ma inną definicję. Tymczasem teraz widzę, ile dały mi te starania i jak stały się bardzo przydatną lekcją pokory oraz cierpliwości. To była bardzo potrzebna lekcja i wejście w dorosły świat, który wyobrażałam sobie jako świat bez przeszkód. Dziś wiem, że życie to jedna wielka niewiadoma, i akceptuję jego pełną paletę barw, i tych szarych, i tych kolorowych.

Moja pierwsza córka kończy w tym roku 4 latka. Patrząc na nią, widzę, że było warto doznać każdego bólu po kolejnym nieudanym teście ciążowym, było warto wstawać z ziemi, pomimo że wiara ledwo się tliła, było warto szukać osób, które tę wiarę rozpalą od nowa i walczyć, ciągle walczyć, również o swój świat i o siebie.

Po kilkudziesięciu miesiącach starań zdałam sobie sprawę, jak bardzo się zaniedbałam, jak bardzo lekceważyłam świat, który mnie otaczał oraz swoje ciało, które miało się stać domem i schronieniem dla mojego dziecka. Kto chciałby zamieszkać w tak nieszczęśliwym otoczeniu? – pomyślałam. Rozpoczęłam walkę, nie o dziecko, a o siebie, stawiałam małe kroki na drodze do zdrowia, do zdrowego żywienia, do czerpania 100% przyjemności z każdej chwili w moim życiu. Nie było łatwo, ale podjęłam wyzwanie!

Przeszłam na dietę, na której zobaczyłam, jak wiele moich nawyków żywieniowych wymaga zmian. Podczas stosowania tej diety jajniki reagowały na leki! Endometrium rosło, paznokcie były twarde i wytrzymałe jak kamienie, poprawiły się cera – to była dla mnie prawdziwa rewolucja. Dzięki wykształceniu medycznemu i z zakresu żywienia mogłam poświęcić się zawodowo zagadnieniu diety, która przywraca płodność. Od kilku lat dzielę się zdobytą wiedzą na swoim blogu www.towsrodku.pl, a teraz również w ramach Akademii Płodności.

Dwie kreski pojawiły się dopiero, kiedy uporządkowałam wiele spraw w swoim ciele i swojej głowie. Wierzę, że gdyby nie dieta – nie byłabym mamą. O drugie dziecko starałam się już tylko na diecie – wiedząc, co muszę zrobić, nie czekałam tyle lat na kolejne serce. Zadbałam o siebie, dostarczyłam ciału tego, co mogło pomóc moim komórkom jajowym i organizmowi –wystarczyło, aby po raz drugi zostać mamą.

 

>>> ZAPISZ SIĘ NA DARMOWE WYZWANIE! 

**

Od czego się zaczęło… historia walki z pcos

Chyba od tego co u większości, że nagle zegar biologiczny zaczął tykać mocniej i postanowił dać znak, że to najwyższy czas. Cały rok miałam zaplanowany, ciąża miała pojawić się tego miesiąca w którym sobie o niej pomyśleliśmy i się do licha nie pojawiła. Ani w pierwszym miesiącu, ani w kilkudziesięciu kolejnych.

Frustracja rosła i zaczęły przyplątywać się do nas wszystkie elementy, które wkradają się w życie pary niepłodnej.  Kłótnie, comiesięczna nadzieja i ogromny ból z którym człowiek uczy się żyć, nauka nowej sytuacji, pierwsze konflikty, pierwsze problemy, izolacja od świata i od ludzi. Niepłodność spadła na mnie, jak wielki kamień. Nie mogłam pod nim oddychać, ruszać się, funkcjonować.

Zaczęła się nauka życia w świecie w którym każdy ma dzieci, tylko nie ty

W którym każdy mówi, że posiadanie dziecka to spełnione życie, a życie bez dzieci nie ma sensu… dobijające. Nauka siebie i rozumienie swoich odmiennych emocji. Różnice w starciu z problemami mężczyzny i kobiety.

Poproszę dziecko, ale już!

Wierząc w regułkę WHO, myślałam, że powinnam czekać z tym wszystkim do roku i czekałam. Obserwowałam siebie i widziałam, że coś jednak jest nie tak.

Po kilku miesiącach udałam się do lekarza. Mam PCOS i brak owulacji. Byłam bardzo zagubiona w tym temacie. Informacji szukałam na portalach. Chciałam, jak najwięcej dowiedzieć się o tym co to jest i jak się z tym walczy. Przeszukałam w tamtym czasie wszystkie fora i frazy związane z PCOS.

Miała mi pomóc taka dieta, a nie inna, takie suplementy, a nie inne i naprawdę zgłupiałam. Bardzo chciałam wiedzieć, co mogę zrobić, bo PLAN = SPOKÓJ. Więc próbowałam wszystkiego co tylko jest możliwe (oprócz diety) bo uznałam, że żyję w miarę zdrowo. Masa suplementów, stymulacja clo i nic. Badania, badania, badania i szukanie innych przyczyn niepowodzeń na własną rękę. Chciałam wyeliminować wszystko co może być przyczyną tego, że nie jestem w ciąży.

Pierwsze monitoringi i endometrium na poziomie 5 mm w dniu owulacji. Tragedia.

Przeczytałam cały internet i wszystkie fora, na temat starań o dziecko.

Na takim “nic nie robieniu” spędziłam 2 lata!

Te dwa lata nazywam zmarnowanym czasem, straconym na dziwnych lekarzy, którzy nie widzieli problemu. Postanowiliśmy po dwóch latach, udać się do kliniki leczenia niepłodności.

Czułam ulgę, że ktoś się na tym zna i że jestem pod dobrą opieką. Zaczęło się standardem – femara, gonadotropiny, estrofem, monitoringi, HSG, IUI i nic. Jednak miałam poczucie, że robię wszystko co jest możliwe i że nie tracę już czasu na lekarzy, którzy mówią, że za miesiąc będzie Pani w ciąży. Na leczenie wydawałam pensję, miesiąc w miesiąc.

Siedząc w poczekalni, natrafiłam na gazetę w której odnalazłam badania na temat zależności diety i PCOS, krótki artykuł, ale te procenty mnie zaciekawiły. Zaczęłam szukać i nie wierzyłam, że przez te dwa lata wypierałam możliwości diety. Wierzyłam, że skoro jestem szczupła to nic nie muszę, a zresztą “JA JEM ZDROWO”.

Naprawdę, ciężko mi to zrozumieć, bo dodatkowo siedziałam w tematach żywienia z racji swojego wykształcenia i cały czas miałam z tym styczność. Kolejno odkrywałam nowe smaczki, badania i stwierdziłam, że dieta to doskonałe uzupełnienie leczenia, że jak nie dieta, to robimy przerwę i zaczynamy kolejne próby za jakiś czas. Byłam tym już naprawdę zmęczona.

Dieta czas start!

Zaczęłam dietę, opierała się ona na produktach o niskim indeksie, dużo warzyw, ryb, antyoksydantów, pieczywo pełnoziarniste, mięso dobrej jakości (czytałam składy), zero przetworzonej żywności, dużo orzechów, odpuściłam to wino na endometrium i piwo z koleżanką. Ograniczyłam cukier, właściwie to go wyeliminowałam. Zaczęłam biegać! Myślałam, że mam super kondycję, nie używam windy w końcu, nie siedziałam w domu, chodziłam na rower.  I okazało się, że moja kondycja wcale nie jest w tak świetnej formie. Tak samo, jak z dietą, bo dopiero przejście na nią pozwoliło mi zobaczyć, że pomimo sałatki na obiad, dopuszczałam się odstępstw, które zliczone po całym tygodniu tworzyły większą pulę złej diety.

Mój organizm zaczął szybko reagować na tę zmianę

Nadal byłam pod kontrolą lekarza z kliniki. Te same leki od trzech miesięcy i przez kolejne trzy miesiące już z dietą. Miałam porównanie. Pęcherzyki szybciej rosły i całe szczęście endometrium się ruszyło!

 Endometrium na diecie urosło do 8 mm! 

Udało się!

Po 8 miesiącach w klinice, trzech miesiącach na diecie i łącznie trzech latach starań – udało się. Strach nie odpuszczał, bo kiedyś już cieszyliśmy się za wcześnie a ciąża biochemiczna rok wcześnie, była dla mnie momentem załamania.

Kiedy na USG okazało się, że prawdopodobieństwo, że coś z tego będzie jest małe, nawet nie miałam siły już płakać.

Po kilku tygodniach okazało się, że to coś z małymi szansami, rosło sobie w siłę i obecnie jest wspaniałą dziewczynką, która załatała wszystkie rysy na sercu zostawione przez każdy nieudany cykl. Kiedyś, jako wątpliwych wymiarów pęcherzyk ciążowy, który nie miał szans, dziś owy pęcherzyk wyszedł sobie z domu w piżamie z pozytywką grającą kolędy – dosadnie wyrażając sprzeciw zmiany piżamy i odebrania pozytywki. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaczęłam pisać bloga…

Powstanie tego miejsca miało dosyć zawiłą historie, ponieważ teksty tworzyłam już do niego w 2012 roku! Tyle mają niektóre artykuły.

Po tych kilku latach w internecie i tworzeniu innej strony, czegoś się nauczyłam o blogowaniu i budowaniu społeczności. Postanowiłam, że zajmę się tematyką niepłodności, że stworzę miejsce, którego ja kiedyś potrzebowałam i że inni dzięki temu zaoszczędzą swój czas.

Chciałam promować stosowanie diety, jako uzupełnienie leczenia, bądź zastąpienie go w przypadkach w których można to wykorzystać i w których może ono pomóc – bez popadania w skrajności, że dieta to jedyna forma leczenia. Podczas tych kilku lat nie zliczę osób, którym pomogłam zajść w ciążę.

Wiedziałam, że strona powinna poruszać emocje i być drogowskazem dla osób zagubionych. Dodatkowo miałam plan, żeby to wszystko stało się jednocześnie moją pracą, bo wiedziałam, że inaczej nie będę mogła trzymać poziomu, na jakim mi zależało.

Chciałam wykorzystać całe moje doświadczenie żywieniowe i położnicze, które nie ukrywam, bardzo mi pomogło, jednak najbardziej pomocne w tym wszystkim było i jest kilka lat starań o dziecko. Nikt nie zrozumie tego pragnienia tak, jak osoby, które tego doświadczyły całym sobą.

Zapragnęłam promować zdrowie wśród kobiet, wspierać ich głowy i wyjść na światło dzienne z tym, co pomoże im pomóc przetrwać czas starań.

Wiedziałam, że stworzenie takiego miejsca wymaga ogromu pracy, że musi być to projekt blogowy z pewnymi założeniami na przyszłość, że musi mieć strategię, a nie być tworzony, bo mam ochotę.

… i pracę o wpływie żywienia na płodność kobiet

Doskonale się złożyło, bo postanowiliśmy znowu starać się o potomka. Przy kolejnym podejściu chciałam spróbować tylko diety. W 2016 roku udało mi się naturalnie zajść w drugą ciążę, uważam, że to zasługa tylko i wyłączenie tego, że zadbałam o siebie.

Po kilku miesiącach udało się! Nie latach. Sama nie wierzyłam, bałam się i z wiadomością czekałam do 25 tygodnia. Udało się bez leków! Bez monitoringów, bez wielu miesięcy płaczu i żalu. Udało się na diecie.

Innym się udaje

Po jakimś czasie zaczęły pojawiać się informacje o kolejnych ciążach, podziękowania za to miejsce, za wsparcie, za wskazówki, za namiary na lekarzy, za “prostowanie” głów, zrzucanie kilogramów, walczenie ze skutkami PCOS, bólem przy endometriozie, insulinooporności, niepłodności idiopatycznej za możliwość wypłakania się, za motywację i za ziarno nadziei, a przede wszystkim za informacje, które są przydatne podczas starań i które pomagają Wam zajść w ciążę.

W 2017 powstała Akademia Płodności 

Doświadczając problemów z płodnością w 2017 roku stworzyłyśmy wspólnie z Zosią Mazurek-Dudek  miejsce, potrzebne każdej osobie starającej się o dziecko. Rozumiemy, jak nikt inny, jak ważna w poprawie płodności jest troska o każdą przestrzeń ciała i ducha. Jesteśmy w niej po to, aby pokazać Ci, jak wielka siła w Tobie drzemie i ile sam jesteś w stanie zrobić dla poprawy swojej płodności. Zajmujemy się układaniem diet i żywieniem wspierającym płodność. 

>>> ZAPISZ SIĘ NA DARMOWE WYZWANIE! 

Facebook @towsrodku
Instagram @towsrodku 
Polub Akademię na Facebooku
Instagram @akademia_plodnosci 
PŁODNY SKLEP 


15940924_1300002820043298_156808758167254288_n 15355650_1269417356435178_7406137560463517668_n 14680747_1204027052974209_7692905469974677122_n 13620304_1122847404425508_3027551337455190829_n 15826634_1293830040660576_7577058729127727151_n 15940924_1300002820043298_156808758167254288_n 13692640_1132262493483999_8047056506273903214_n 13939489_1148336508543264_7831373062698394232_n 14045650_1159719050738343_9113674557560578627_n