Nie chcę in vitro, bo Bóg mi na to nie pozwala

nie chcę in vitro

Jesteśmy ludźmi, jesteśmy różni. Może tacy sami w schemacie, ale determinowanym przez inne wpływy, wiarę, kulturę, wiedzę. Wydaję nam się często, że wiemy wszystko. Inaczej definiujemy normy.

Ktoś do mnie napisał, ktoś wyjątkowy, jak każdy kto do mnie pisze. Ola, która jest przeciwniczką in vitro, która właśnie czeka na telefon, a na nią gdzieś czeka mały CUD. Ola i jej mąż po kilku latach nieudanych prób, chcą zostać rodzicami adopcyjnymi.


W cyklu “UDAŁO SIĘ” będę publikowała Wasze historie walki o macierzyństwo. Mam nadzieję, że będziecie chciały dzielić się nimi i podarować innym odrobinę nadziei. Jeżeli stoczyłyście taką walkę lub toczycie nadal bój i chciałybyście podzielić się z tym z innymi, to zapraszam do kontaktu.

Historie możecie wysyłać na maila: towsrodku@gmail.com


Aniu, czy mogłabym opisać moją historię z puntu widzenia osoby, która dzieci mieć nie może, jest młodą, wierzącą osobą i która wierzy w naukę kościoła? No pewnie – odpowiedziałam bez wahania. To będzie ciekawa sprawa pokazać, jak wygląda sytuacja przeciwników IN VITRO oczami osoby, która mogłaby z niego skorzystać, a nie chce.

∗∗∗

Ola, lat 27. PCOS, tarczyca, otyłość. Starania 5 lat, wszczęta procedura adopcyjna.

Witam Was bardzo serdecznie. Po publikacji wpisu, jak ktoś będzie miał pytania, to zapraszam, odpowiem.

O dziecko zaczęliśmy starać się po ślubie. Swojego męża spotkałam na oazach, tak wiem co myślicie, ludzie, którzy są sztywniakami i katolikami z krwi i kości. Nie, jesteśmy ludźmi, takimi jak Wy, którzy wierzą mocno w zasady i się ich trzymają.

Lubimy zabawę, lampkę wina do kolacji, muzykę, wakacje. Mam wrażenie, że ludziom, którzy wierzą w Boga nie wolno nic, że inni tak myślą, że jesteśmy nudni i uprawiamy seks tylko w pozycji klasycznej. Skąd to przekonanie w Was?

Pochodzę z rodziny konserwatywnych katolików. Ojciec, głowa rodziny. Mama, piękna zadbana kobieta, która dbała również o piękno domowego ogniska. Duża rodzina, Ojciec zawsze konsekwentny, trzymał mnie i wszystkie siostry krótko. Może to i lepiej, bo dzięki temu mam trochę oleju w głowie, jak czasami patrzę na to rozbałajdane społeczeństwo, to mi szkoda tych moich koleżanek, co pragną stabilizacji.  Diabeł kusi, ale postaram się z mojej wiary nie przelewać tutaj słów. Nie chcę nikogo umoralniać, chcę Wam pokazać, że można inaczej i ja jestem tego przykładem.

Olu, czy mogłabyś się odnieść do tych słów?

Chodzi o całkowicie świecką władzę, o całkowicie świecką pychę i chęć dominacji. A religia czy los zarodków stały się jedynie narzędziem – newsweek.pl

Tak, wiele czytałam na ten temat i być może tak jest. Na swojej drodze spotkałam wielu kapłanów z którymi rozmawiałam na ten temat. Wiesz, przekonali mnie do tego, żeby zrobić wszystko w zgodzie ze swoim sumieniem i jego się posłuchałam.

Czy jesteś piętnowana za swoją decyzję?

W życiu osobistym nigdy. Ja staram się nie umoralniać innych. Mogę pokazać, że można inaczej, nie podoba mi się, że para decyduje się na in vitro, ale to nie znaczy, że nie rozmawiam już z tą parą. Wręcz przeciwnie, moi znajomi skorzystali z tej metody, nie są mojego wyznania. Akceptuję, ale uważam, że to grzech i mojemu Bogu to się nie podoba.

Ostatnio na jednej z moich grup facebookowych, napisałam, że jestem przeciwnikiem in vitro i nie chcę in vitro, bo wierzę w to co głosi kościół. Czasami miałam chwile zwątpienia, ale wygrałam ze słabościami. Po publikacji wpisu miałam wrażenie, że mnie ukamienują. Te kobiety, a było ich sporo rzuciły się na mnie, wyciągając plusy i minusy in vitro, kopiując artykuły o tym ile dobra to uczyniło. Kiedy odpowiedziałam, że nie interesuje mnie co myślą na ten temat i jest to tylko moja opinia, myślałam, że wyskoczą mi z ekranu, żeby dokończyć samosądu. Szkoda, ale emocje wzięły górę, a ja nie należę do tej grupy już. Nie toleruję takiego zachowania.

Kościół to zasady, których się trzymam. To wymaga z mojej strony dużej samodyscypliny, wierzę w słuszność, wierzę, że wiara w zasady pozwoli mi żyć. Ja w to wierzę i nie ma nic wspanialszego niż wiara. Nie zgadzam się ze wszystkimi kwestiami, jakie porusza kościół. Pewnie powiecie, że nie można wybierać sobie zasad, które mi się podobają, a które nie. Widocznie można. W wierzeniu, że nie muszę korzystać z in vitro też nie ma nic złego. Jeżeli wierzysz, że ziemia jest okrągła, to nie wmówię Ci, że jest kwadratowa i trzyma ją słoń. Bo wiara to jest coś nie do pojęcia, przez osobę, która nie wierzy.

Wiara to osobista  relacja, jaką mamy z Bogiem

Kiedy nie chcę in vitro, bo Bóg mi nie pozwala

Zaczęliśmy starania, moment po ślubie i nic. Co miesiąc jedno wielkie nic. Rok, po wielkim nic wielu zaczyna szukać informacji, czym jest to in vitro, taki naszykowany plan awaryjny. Znam parę, która próbowała usprawiedliwić swoją decyzję o in vitro, według mojej wiary byli słabi. Oni się zdecydowali i są szczęśliwi, nie żałują, ja bym nie była szczęśliwa, ale cieszę się, że oni są.

Zaczęliśmy badania, diagnozować się i prowadzić monitoring cyklu. No cóż, po roku kolejnym nadeszła wiadomość, że oprócz PCOS mam endometriozę. Płakałam i myślałam, że to kara za grzechy, że pokutuję, że mam się czegoś nauczyć. I widzisz, 5 lat minęło, a ciąży nie widać naturalnej.

Zdecydowaliśmy się sięgnąć po szczęście, jako rodzina adopcyjna.

Obecnie czekam na telefon. Czekamy na nasze dziecko od Boga.


[button size=”large” url=”https://www.facebook.com/towsrodku” text=”Facebok TO w Środku” target=”_blank” color=”red” ]

[button size=”large” url=”https://www.instagram.com/towsrodku.pl” text=”Instagram TO w Środku” target=”_blank” color=”red” ]

Tagi: ,

Related Posts

by
Witaj, nazywam się Ania i tworzę to miejsce z myślą o osobach, które starają się o dziecko i interesują się swoim zdrowiem. Zdrowie to również jedzenie, przepisy i wolny czas. :)
Previous Post Next Post

Comments

    • Marta
    • Styczeń 14, 2016
    Odpowiedz

    Piękny test i piękne podejście do życia, wartościowe. Olu powodzenia!

      • Ola autorka tekstu
      • Styczeń 16, 2016
      Odpowiedz

      Dziękuję!

  1. Odpowiedz

    Ja wierząca nie jestem ale in-vitro również nie jest zgodne z moim sumieniem,tak jak aborcja czy eutanazja u dzieci. Nie potępiam ludzi,którzy wybrali in-vitro jako swoją droge do bycia rodzicem, ale zdaje sobie sprawe że tego nie zrozumiem. Ktoś może powiedzieć (co czesto słysze) “bo masz zdrowe dziecko poczęte metodom naturalną”.Owszem mam cudownego syna,obecnie oczekuje drugiego dziecka ale rozumiem wiele,bo 2 razy usłuszałam od lekarzy że szanse na dziecko są minimalne. Za każdym razem wiedziałam że in-vitro w gre nie wchodzi.

      • Ola autorka tekstu
      • Styczeń 16, 2016
      Odpowiedz

      Gratuluję, że się udało!

  2. Odpowiedz

    Dobrze, że opublikowałaś ten tekst. Takich ludzi jest więcej, a mimo wszystko rzadko można coś przeczytać prosto od nich. Albo są zdania ludzi, którzy nigdy nie mieli problemów z płodnością albo zwolenników.

    • Moaa
    • Styczeń 14, 2016
    Odpowiedz

    Zawiodłam się na tym tekście. sądziłam, ze znajdę tu rzeczowe argumenty, a są tylko poglądy.
    Sama jestem głęboko wierząca, ale w wielu kwestiach nie zgadzam się z postanowieniami Kościoła.

      • Ola autorka tekstu
      • Styczeń 16, 2016
      Odpowiedz

      Takie było moje założenie, miały być to moje myśli.

    • Wanda W
    • Styczeń 15, 2016
    Odpowiedz

    Zupełnie nie rozumiem po co autorka przez 3/4 tekstu tłumaczy się, że nie chciała in vitro. Tak jakby czula sie gorsza, ze postępuje inaczej. Każdy sam decyduje o tym czy chce skorzystać z tej metody czy nie. Osoby wierzace decydują się na in vitro, bo uważają że ich dobro jest najważniejsze a nie nauki Kościoła. Osoby niewierzace nie zawsze chcą korzystać z tej metody, bo też mają swoje przekonania. Nie ma potrzeby się tłumaczyć. Każdy powinien robić po swojemu, bo każda z metod jest na swój sposób dobra. Ja nie jestem zwolennikiem in vitro, wierzę że jest wiele innych metod na posiadanie potomstwa. Poza tym mało się mówi o tym, że in vitro wcale nie gwarantuje sukcesu. Mam w rodzinie osobę, która jest po 2 nieudanych próbach. Najważniejsze to postępować zgodnie ze swoimi zasadami, żeby potem nie mieć do siebie żalu, ze się nie wykorzystało szansy lub ze zrobiło się coś wbrew sobie.

      • Ola autorka tekstu
      • Styczeń 16, 2016
      Odpowiedz

      Jest to strzępek myśli na temat tego, jakie jest moje stanowisko na ten temat. Nie wiem czemu to tak odebrałaś, ale nie miałam zamiaru się tłumaczyć. Nie tłumaczę się przed nikim, chciałam pokazać “dlaczego” tak wybrałam. Chciałam pokazać tym, którzy nie rozumieją tego, żeby to zrozumieli, bo nie podoba mi się nagonka na ogół.

      In vitro nie daje 100% i pary, które znam były tego świadome, więc chyba jednak się mówi, bo nigdy nie usłyszałam, ze in vitro to złoty środek. Ale to tylko własne doświadczenia. Powodzenia życzę 🙂

    • malame
    • Styczeń 27, 2016
    Odpowiedz

    Tekst wydaje mi się osobistą racjonalizacją powziętej już decyzji – to dobrze, jeśli oczekiwanie na dziecko wciąż trwa. Mam nadzieję, że rodzicielstwo adopcyjne przyniesie Wam upragnione szczęście i dacie dziecku wiele miłości.
    Ja nie byłabym taka cierpliwa – sama byłam “staraczką” dwa razy po 4 lata, ten ośmioletni czas oczekiwania na dzieci kosztował nas wiele – mówię tu przede wszystkim o psychicznych kosztach “bezdzietności”. Udało się bez procedury in vitro, ale za każdym razem byłam gotowa z niej skorzystać, gdybym wyczerpała wszelkie inne, dostępne metody leczenia PCOS.
    Pozdrawiam

    Ps. Wydaje mi się, że powinno się pisać: wszczęta procedura adopcyjna.

    • Emi
    • Marzec 2, 2016
    Odpowiedz

    “Nie zgadzam się ze wszystkimi kwestiami, i co zatkało?” – w moim odczuciu cały ten tekst jest agresywny, a to zdanie tylko to potwierdza. Autorka walczy z wirtualnymi osobami, które jej zdaniem ją atakują, tak jakby tylko ona jedna na świecie była wierząca i koniecznie musiała się bronić. A to tylko walka z wyimaginowanymi wiatrakami.
    Poza tym widzę tutaj szukanie na siłę usprawiedliwienia dla własnych, subiektywnych decyzji. I ten tytuł artykułu: albo czegoś nie chcesz, albo ktoś ci nie pozwala, zdecyduj się! Twoja wola nie powinna być tożsama z nakazami i zakazami, bo to nie jest wolność, tylko niewolnictwo, naprawdę tego nie widzisz?
    Nie jestem chrześcijanką, a jednocześnie nie jestem zwolenniczką in vitro. Tutaj mam ochotę zacytować to chamskie “i co zatkało?”.
    Nie interesują mnie zakazy i nakazy jakiejkolwiek religii. Interesuje mnie wyłącznie własne zdrowie i życie, a in vitro ma też swoje ciemne strony – przez faszerowanie się hormonami wzrasta ryzyko zachorowania na nowotwory i osobiście znam takie przypadki. Nie wiem, czy ciężka, czasem nieuleczalna choroba nie są zbyt wysoką ceną za macierzyństwo. Dla mnie są. A że o tym się nie mówi? Bo za in vitro stoi olbrzymia kasa, to jest wielki biznes, u nas w średnim mieście na południu kraju za całą procedurę wraz z dodatkowymi badaniami trzeba zapłacić grubo ponad 20 tysięcy. A wciska się je po prostu każdemu, kto przyjdzie do kliniki, często nawet nie oglądając wyników badań. I to tak naprawdę jest problem z in vitro, nie jakieś tam światopoglądowe bajdurzenie.

    • Ela
    • Lipiec 13, 2016
    Odpowiedz

    Ja mam 2 synow z in-vitro i wcale tego nie zaluje, jestem bardzo szczesliwa je ich mam. Nie jestem osoba wierzaca, byc moze dlatego nie mialam oporow aby przystapic do tej procedury. Gdybym byla gorliwa katoliczka to bylabym bezdzietna i bardzo nieszczesliwa, dlatego ciesze sie ze nie mialam mocnej wiary ktora blokowalaby mi cieszyc sie wlasnym potomstwem.

  3. Odpowiedz

    Trochę niesmacznie w moim odczuciu zabrzmiało stwierdzenie “nie chcę invitro bo Bóg mi nie pozwala”. Również jesem osobą wirzącą i również jestem przeciwniczką in vitro, ale nie czuję że Bóg mi czegoś zakazuje. Wręcz przeciwnie, On mi daje wybór i wolność. To co wybiorę i jaki wpływ będzie to miało na moje dalsze życie,również to po śmierci, to już inna kwestia.

      • Emilia
      • Grudzień 7, 2016
      Odpowiedz

      Dokładni tak. Zgadzam się całkowicie z przedmówczynią 🙂

    • NIna
    • Wrzesień 13, 2016
    Odpowiedz

    A ja przeczytałam zdanie nt. invitro, że gdyby Bóg nie chciał invitro, to by się ono po prostu nie udawało. Sama jestem zwolennikiem in vitro, uważam, że to cud medycyny, dzięki któremu wiele ludzi jest szczęśliwych. Zakładam , że Bóg tak miłosierny chce dla ludzi jak najlepiej, a cheć posiadania dziecka jest biologiczną potrzebą człowieka. Takim nas stworzył, że rozwijamy się, rozwija się również medycyna, dzięki czemu możliwe stają się rzeczy niemożliwe. Jednoczenie szanuję to, że ktos inny może mysleć inaczej i niechce in vitro. Wszystko zależy od tego jak interepretujemy świat, wiare. Jestesmy różni i to jest piękne. A to, że zdecydowaliście się, aby dac jakiemuś dziecku dom jest godne podziwu:) Pozdrawiam

      • Ewelina
      • Luty 15, 2017
      Odpowiedz

      Nina to zabawne. Gdyby Bóg nie chciał morderstw, to by się one po prostu nie udawały 🙂 Od razu mówię, że nie mam na celu atakowania Ciebie. Po prostu rozbawił mnie komentarz 🙂

    • minia
    • Kwiecień 20, 2017
    Odpowiedz

    Jestem osoba wierząca praktykująca mam trójkę wspaniałych dzieci i wiem na pewno ze jezeli in vitro by mi dawalo jakas nadzieje ze będę mogla miec upragnione dziecko bez wachania bym skorzystala na szczęcie nie mam problemów zdrowotnych i z zaplodnieniem.Znam rodzine ktora ma wspanialevdziecko z tej metody i tez są wierzący ale jesli teraz właśnie sa szczęśliwy i tworzą pelna rodzine czemu ich szykanować za to jaka metoda to zrobili.dzieci czekających na adopcję jest wiele ale te procedury i wymagania nie raz odpychają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

0 shares

Kategorie