Na samym wstępie pragnę nadmienić, iż tekst nie ma na celu wyśmiewania takich zachowań i proszę powstrzymać się od komentarzy, że uczłowieczanie zwierząt jest głupie, nienormalne, a ludziom takim brakuje piątej klepki.

Ja bym powiedziała, że uczłowieczanie zwierząt to forma radzenia sobie z samotnością, potrzebą troski, wypełnieniem luki, która pojawia się na pewnym etapie życia. To alarm, który dla obserwatora może wyglądać idiotyczne, a dla osoby, której to dotyczy idiotyzmem wcale nie jest.

Nazywają swoje pociechy “synkami” i “córeczkami”, otaczają ich niezwykłą troską, wielu ludzi myśli sobie, że to taki substytut dziecka, zamiennik, którego można przytulić, ucałować, pogłaskać do snu.

Ostatnio na pewnym babskim spotkaniu, ktoś opowiadał podobną historię z naciskiem, że nasza znajoma zwariowała. Oczywiście nikt tego wprost nie powiedział, ale historia została przedstawiona w sposób ośmieszający, można było ten ton dopowiedzieć. W moim odczuciu nic zabawnego w tym nie było, wręcz przeciwnie, zdałam sobie sprawę, że ta dziewczyna jest na zakręcie swojego życia, który nie skręca tam, gdzie ona tego pragnie. A objaw uczłowieczania to tylko manifestacja sytuacji. I tyle.

***

Manifestacja uczuć, poprzez nadawanie zwierzętom ludzkiej twarzy

***

Uczłowieczanie zwierząt. Nie wiem, czy taki termin istnieje, ale nazwijmy sobie to zjawisko właśnie tak. Uczłowieczanie najczęściej ma miejsce, kiedy jest para, pewna stabilizacja, a w głowie kobiety pojawia się pragnienie. Jest to pragnienie opieki, czułości, obowiązku wobec kogoś zależnego od niej. U wielu kobiet będzie to powiązane z instynktem macierzyńskim lub będzie to właśnie instynkt macierzyński, który zostanie ulokowany na swoim czworonożnym przyjacielu.

Zapewne znajdzie się grupa osób, która wybierze swojego małego kompana, jako całkowite zastępstwo dziecka i jeżeli nie oszukują przy tym samych siebie,  jest im dobrze, to powodzenia i szczęścia. Styl życia się zmienia, ludzie wybierają pracę i karierę, niektórzy nie lubią dzieci, nie posiadają instynktu macierzyńskiego, co zrobić.

Podobno potrzeba przedłużania gatunku, leży u naszych podstaw istnienia i nie da się tego oszukać, można to stłamsić, na jakiś czas, a i tak kiedyś pojawi się to pragnienie w mniejszym i większym stopniu.

***

Traktują psa, jak dziecko

***

Zarówno ty, jak i ja znamy bardzo dużo par, które w ten sposób funkcjonują. W tym momencie jestem w stanie wskazać (aż) kilkanaście osób z mojego podwórka. I jeszcze więcej, które przed powiększeniem rodziny, swoją całą miłość przelewali na pupila. Zobaczcie, jak jest to powszechne. Jak w pewnym momencie życia (najczęściej u kobiet) pojawia się potrzeba opieki, miłości i troski  o małą istotę.

***

Czy jest to coś złego?

***

Kiedy przybiera to formę opieki i traktowania zwierzęcia z ogromną miłością, czemu nie. Warto jednak zastanowić się na sobą, kiedy nie pozwalamy nikomu wejść do domu, bo pies się obudzi, a musi spać. Pupil nie powinien mieć wpływu na waszą relację z ludźmi.

Oczywiście mam na myśli skrajności, kiedy np. nie zapraszacie kogoś do domu, bo pies się denerwuje, a tą osobą nie jest teściowa, tylko wasz przyjaciel. Przypadki, kiedy nie wyjeżdżacie na tydzień ze znajomymi, bo nie macie z kim zostawić psa, są chyba zrozumiałe.
***

Pamiętaj, że to wszystko, wynika z ludzkich, podstawowych pragnień i potrzeby kochania.

***

Pies zastępuje dziecko?

***

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że to co robią i jak traktują swoich czworonogów, może wydawać się innym delikatną przesadą. Klapki spadają najczęściej, kiedy na świecie pojawia się upragniony maluch.


Blog ma z założenia charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Zamieszczone tu materiały nie zastępują profesjonalnej porady medycznej. Przed zastosowaniem się do treści medycznych znajdujących się na blogu należy skonsultować się z lekarzem.