Na dole umieszczam komentarze od osób, które leczyły niepłodność i podzieliły się kosztami leczenia.

***

Wasze historie

***

Prawie 8 lat starań. HSG, laparoskopia, badania hormonów i nasienia. Niepłodność idiopatyczna. 6 inseminacji, 4 procedury in vitro i 5 transferów. 1 poronienie, 1 ciąża biochemiczna, 1 zdrowa śliczna 3-miesięczna córeczka. Koszt? Nie wiem dokładnie ile, na pewno ponad 35 tys. zł. Trzeba próbować.

Joanna
Niepłodność idiopatyczna

Ja zbierałam wszystkie faktury z leczenia niepłodności w klinice (mam okazałą kopertę). Wyszło mi, że wydaliśmy w samej klinice nie wliczając kosztów leków 10 000 zł (monitoringi, test PCT, histeroskopia, badania nasienia , badania ambulatoryjne, posiewy, USG, HSG, wizyty, 3 IUI).

Lilianna
Obniżone parametry nasienia

Hej, czytam Cię od jakiegoś czasu, ale dziś pierwszy raz komentuję. Ja również leczyłam się z mężem  przez 3 lata. U nas wyglądało to bardzo różnie. Najdroższe były wizyty, bo każda ok 150 zł plus moje leki (brałam tabletki na stymulacje pęcherzyków i zastrzyki na ich pękanie (każdy 170 zł), potem leki na podtrzymanie ewentualnej ciąży) MASA KASY. Nigdy nie spisałam, ile nas to kosztowało, a szkoda z ciekawości teraz bym chciała wiedzieć. Przez te 3 lata wydaliśmy fortunę jeżdżąc do Poznania, na wizyty, na badania, monitoringi, testy nasienia, kupując leki itd. Miałam też badanie drożności jajowodów, histeroskopię i 3 próby inseminacji… kupa kasy, ale było warto.  Maja ma 16 miesięcy i jest najlepszym co mogło mnie w życiu spotkać. dodam że leczyliśmy się na Polnej u lekarza Pawła Jachowskiego który wykonywał w/w zabiegi drożności i histeroskopię i IUI a potem prowadził naszą ciążę. byłam bardzo zadowolona.

 Aga
makeonewish.pl 

*

U nas trwało to długo i mozolnie, 6 lat, ale nie o tym chcę pisać… szkoda, że u nas, nie ma tak jak np w NL, gdzie choćby in vitro do 3 prób jest darmowe, do tego dochodzą wszystkie badania, hcg, inseminacja, wszystko darmo…przy zarobkach nieporównywalnie większych od naszych marnych groszy. Najważniejsze jest, że się udało:)

Kasia

Witajcie.  20 tysięcy kosztował nas każdy rok x 6 lat. Duża suma. Leczenie było różne od wyczekiwania, stymulacji po zabiegi in vitro. Udało się! Warto było wierzyć. Kasa w tym momencie jest dla mnie nie ważna, nie dorobiliśmy się domu, ale tylko tego ze ścian. Mamy siebie i dziękuję Bogu za to.  Żyjemy od nowa.

Wiola
Niepłodność idiopatyczna

*

Ja się leczyłam 3 lata. Wizyty, leki i badania trochę pochłonęły pieniędzy. Gdy się dowiedziałam o PCOS byłam raptem pół roku po ślubie i świat mi się zawalił. Pierwsze słowa jakie usłyszałam od lekarza była wczesna menopauza (miałam 22 lata zgroza!). Kilka miesięcy leków i depresji i lekarz rozłożył ręce, bo on nie wie w końcu, która to z tych chorób. Dał mi namiar na swojego kolegę, który może więcej poradzi (wizyty był prywatne). W ciągu 2 miesięcy potwierdził PCOS i hiperinsulinemie. Leczenie trwało kolejne miesiące gdzie bez wysiłku straciłam 20kg biorąc leki, robiąc badania i starając się o dziecko. W końcu upragnione 2 kreseczki!!! Radość trwała krótko kilka dni przed wizytą poroniłam. Nie załamałam się bo jak lekarz powiedział mogło coś być nie tak z dzieckiem, gdybym nie zrobiła testu nie zorientowałabym się że byłam na początku ciąży. 2 cykle później okres się mi przedłużył. Trwał koło 10 dni wiec zgłosiłam się do doktora (zrobiłam 4 testy wszystkie negatywne). Na USG doktor pokazał mi mojego „groszka”! To był 7 tydz serduszko już biło. „Proszę wrócić do domu po coś na zmianę, bo jest kilkanaście krwiaków w macicy i musi pani iść na oddział”. Mąż się dowiedział na korytarzu, że będzie ojcem. Przeleżałam tydzień na oddziale, dostałam leki i diagnozę że jest 50 na 50 że będzie dobrze. Wszystko się ułożyło dobrze do USG połówkowego gdzie maleństwu dopatrzyli się co w główce – nierówne komory mózgu, za duże pola wodne – może być wodogłowie. Do końca ciąży miałam zakaz na jazdy samochodem, wyjazdy, dźwiganie itd. W 40 tyg urodziłam synka. Podejrzenia o wodogłowie znikneło, ale okazało się że ma torbiel między komorami mózgu – niegroźna, po prostu tak mu zostanie. Jest zdrowy! W wieku 8 miesięcy chodził, ma mnóstwo energii, a na jesieni kończy 3 lata.

Leczenie przed dało mi możliwość urodzenia synka, ale po pół roku po porodzie jest nawrót. Znów choruje i tym razem choroba bardziej jest uparta na leczenie, ale nie żałuje i choćbym miała nie móc mieć więcej dzieci to ciesze się że przeszłam taką drogę. Mam upragnione dziecko i będę wspierać każdą kobietę, która choruje na to co ja aby wiedziała, że nie jest sama w tej niełatwej walce.

harima4
PCOS

*

W moim przypadku, kiedy dowiedziałam się o PCOS byłam załamana. Po pierwsze, wynikało to z niewiedzy i z młodego wówczas wieku. Liczne badania, wybór lekarzy, aż trafiłam na tego jednego konkretnego. Badanie cykli, zastrzyki, leki stymulujące jajeczkowanie i potem codzienne wizyty u gina na usg kiedy można działać. Wreszcie pojawiły się pęcherzyki – była nadzieja, lecz kolejne fiasko. Nie wspomniałam, że wcześniej nie dawano mi w ogóle szans na zostanie Mamą –  nie poddam się. To był trudny okres pod względem psychicznym, ciągle obserwowanie cyklu, mierzenie temp, tabletki po których czułam się źle, kilka inseminacji, dwie operacje – jedna tradycyjna, druga laparoskopowa i nic. Koszty – jedna inseminacja 300 zł, wizyta 100 zł, operacja laparoskopowa 1500 zł prywatnie bo państwowo nie robiono /to była nowość medyczna/. Ciągłe napięcie, aż w końcu przygotowania do in-vitro koszt wówczas to 3000 zł to na sucho, bez leków z lekami nie pamiętam. Miałam miesiąc na regeneracje i wówczas stał się CUD – siedzę sobie u koleżanki na ploteczkach i telefon od lekarza – natychmiast do szpitala Hcg rośnie, a w macicy nic nie widać – wiem, że na początku tak bywa lecz Beta była zbyt wysoka – podejrzewano ciążę pozamaciczną. Skierowanie na zabieg -nie zgodziłam się -leżałam w szpitalu w razie czego, ale gdzieś podświadomie intuicja mówiła mi, że nie daj się im skrobać. Po codziennych usg widzę osłupienie lekarzy, bo pojawiły się na monitorze dzieci- nie wierzyli, że to mogło się stać. Tego wyrazu ich twarzy nie zapomnę NIGDY. Byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie i dumną z siebie, że posłuchałam swojego wewnętrznego głosu sprzeciwu wobec lekarzy. Moje weto dało cudowny efekt. Jednego dziecka nie dało się uratować, ale drugie po ciężkim stanie/wcześniactwo, respirator i 2 apgary tak. Dzis jestem mamą sporej gromadki – oprócz dorosłych córek mam bliźniaki, trojaczki, a od niespełna kilku dni czworaczki. Teraz chciałabym spojrzeć tym co mnie, jako młodą kobietę załamali na starcie. Kosztów nie jestem w stanie podliczyć – nie potrafię- mnóstwo badań, zabiegów i jak już wyżej wspomniałam operacji.

Wiem, że PCOS powraca. Natomiast po laparoskopii i pierwszej ciąży, jakby organizm się odblokował. Zachodziłam w ciążę bez problemu i to w hurtowej ilości. Teraz muszę z przyczyn już zdrowotnych uważać, aby nie mieć więcej dzieci. Nie chcę uchodzić za bohaterkę lecz przekazać pragnę swoją historią, że walka i ból opłaca się i że życie jest nieprzewidywalne robiąc niespodzianki.

Hanna
PCOS

*

U nas wyglądało to tak: badanie drożności jajowodów 500zł; wizyta niepłodnościowa pierwsza w I klinice 200zł; wizyta niepłodnościowa I w II klinice 150zł (już z usg); fragmentacja plemników 500zł; morfologia nasienia 200zł; gonapeptyl+ menopur= 1250zł ( dwa cykle ); luteina, utrogestan i witaminy= 550zł.  


Łącznie ok 3500zł na IVF 
dofinansowane przez państwo. Do tego koszty dojazdów do Wa-wy po ok 100km, czasem 3 razy w tygodniu, koszty dojazdu do Czech po utrogestan (w Polsce wycofany z obrotu- a najlepszy!)

Za badania krwi akurat nie musieliśmy z mężem płacić bo mamy w pracy oboje pakiety dodatkowej opieki med., gdyby nie to, to pewnie jeszcze z 700 zł trzeba by doliczyć. No cóż, dużo – nie dużo, na pewno nie musieliśmy brać kredytu pod zastaw mieszkania…. dzięki czemu stać nas będzie na utrzymanie córci, która rodzi się pod koniec października! Nie bójmy się walczyć, warto. Dodam tylko, że nasze starania (latanie po różnych lekarzach) trwały 2 lata z „hakiem”, zanim zdecydowaliśmy się pójść do specjalistów, a diagnoza? Niepłodność niewiadomego pochodzenia, bo badania mieliśmy książkowe

Paulak
Niepłodność idiopatyczna

 

Ja najpierw chodziłam do jednego lekarza z polecenia, że bardzo fajny i w ogóle. Cóż lekarz z bardzo specyficznym poczuciem humoru (tak chyba żeby rozluźnić pacjentkę), przerobiłam u niego chyba wszystkie sposoby w miarę nie drogiego leczenia. Leczenie niepłodności na  na cykl wychodziło około 300-400 zł +wizyta z USG+ badania hormonów i tak prawie dwa lata, kiedy wszystko zawiodło (okazało się że o leczeniu bezpłodności tak naprawdę ma małą wiedzę). Zaczęłam szukać innego i tym razem moja chrzestna powiedziała mi o jakimś lekarzu, że podobno jest w tym genialny, że pracuje i w klinice i w osobnym gabinecie prywatnym, że co do niego jakaś kobieta idzie to zaraz w ciąże zachodzi… Oczywiście sceptycznie do tego podeszłam, ale poszłam do niego i powiem wam szczerze, że nigdy wcześniej nie spotkałam lekarza, który odnosi się z tak dużym szacunkiem do kobiety, jest miły, bez zbędnych żartów i bardzo konkretny. Kiedy usłyszał moją całą historię leczenia i zobaczył badania, po wykonaniu USG stwierdził że mam PCOS i brak owulacji, mój partner musiał też zrobić badanie nasienia(żeby nie było że mnie leczymy a tu z drugiej strony coś nie tak) i ja dostałam gonadotropiny, koszt około 1200 zł miesięcznie mnie wychodziło, w pierwszym miesiącu poszło za dobrze (groziły mi 5-cio raczki), w drugim nic, w trzecim pojawił się pęcherzyk, ale się nie udało (rozpacz…) dałam sobie przerwę, dostaliśmy mieszkanie, remont wyjechaliśmy i znów postanowiliśmy spróbować, przed zażyciem tabletki na wywołanie miesiączki zrobiłam test…. dwie kreski! 10 tydzień ciąży

Liliannn  lilannn.pl
P
COS

*

Nigdy nie liczyłam ile kosztowało mnie leczenie niepłodności. Kosztowało mnie wiele łez przy każdym negatywnym teście. 6 lat temu in vitro z lekami i dwutygodniowym pobytem w Białymstoku kosztował nas jakieś 9.000 złotych. Udało się i mamy bliźnięta. Klinikę wybrał nam znajomy z BS umawiając nas na wizytę u profesora. Profesor uważany za niezbyt sympatycznego – bo nie owija w bawełnę tylko wali prosto z mostu. Dla mnie ważne było, że skuteczny. Miły to może być kelner w knajpie. Pozdrawiam.

Wampirza Matka
wampirzamatka.pl

*

U nas mija „dopiero” rok starań (dla mnie to jak milion lat). Nie mam PCOS, ale mam za to jakieś polipy w macicy i problemy z tarczycą. Za miesiąc histeroskopia. My również wydaliśmy już małą fortunę na badania. Ale pieniądze nie mają tu właściwie żadnego znaczenia. Byle się udało! Tak silne są te babskie pragnienia

Roma
Polipy

*

Witajcie wojownicy 😉 Ja podliczyłam koszty 8 miesięcy w klinice i wcześniejszych 10 miesięcy wizyt u lekarza na NFZ. W tej chwili leczenie niepłodności wyszło około 5 000 zł. Miałam szczęście trafiając na gin z poradni, który brał mnie w każdym cyklu na telefon sprawdzając owulację i nie robił problemu, kazał zrobić badania hormonów, ale potem otwarcie powiedział, że chyba już nic tu po nim i wypisał ładnie okres leczenia na swoim druczku, zapytał czy mam na myśli jakąś klinikę z 3 białostockich, zapytał czy mam upatrzone nazwiska specjalistów, jak coś o nich wiedział to powiedział i miło podziękowaliśmy sobie za współpracę.

W klinice trafiłam na lekarza ze świetnym podejściem, nie owija w bawełnę, wali prosto z mostu, odpowiada szybko na każdego smsa i maila. Od stycznia rozpoczął diagnostykę mojej osoby i męża w laboratorium kliniki, potem trzy próby na cyklu naturalnym z Ovitrelle, decyzja o inseminacji po Puregonie, kilka łez po hcg, drugie podejście i trzecie, kilka łez więcej i zwątpienie. Po trzecim razie laparoskopia na NFZ (niepłodność idiopatyczna), sama w pierwszym cyklu po laparo wyprodukowałam jeden pęcherzyk ładny, drugi mniejszy, ale dostałam Menopur, bo jestem oporną pacjentką  i oba pęchole były piękne, dla zwiększenia efektu padła decyzja o 4 inseminacji, żeby wykorzystać wszystkie możliwości. Teraz czekam na efekty, obiecałam mojemu mężowi, że tym razem nie zbadam hcg i nawet się nie nastawiam pozytywnie. Dodatkowo ustawiliśmy się już w kolejkę do in vitro, chociaż mąż dał mi wybór i możliwość podejścia do in vitro prywatnie, ale w środku mam cichą nadzieję, że może po tej laparo sama zaskoczę, bo jest sporo takich przypadków.

Powodzenia ludziska, jest nas dużo! Nikt o tym głośno nie mówi, a jak już wyłoży się kawę na ławę to sporo ludzi przyznaje się, że też jest coś nie tak, nawet z najbliższego otoczenia, czy też samej rodziny.

Konczitka
Niepłodność idopatyczna


Zapraszam Cię na mojego Facebooka i Instagrama

TOWSRODKU.PL (5)


Blog ma z założenia charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Zamieszczone tu materiały nie zastępują profesjonalnej porady medycznej. Przed zastosowaniem się do treści medycznych znajdujących się na blogu należy skonsultować się z lekarzem.