Wiele z Was namawiało mnie w prywatnych wiadomościach do opisania mojej historii walki z PCOS i zmagań o ciąże, a ja zawsze opowiadałam ją w skrócie i tłumaczyłam, że nie mogę się do niej zebrać.

W ostatnim tygodniu redaktor naczelna portalu Niepłodni Razem, swoją drogą bardzo miła osoba, zaproponowała mi wywiad. Pomyślałam, że najwyższy czas gdzieś tą moją historię osadzić i warto, żeby jednak ujrzała światło dzienne, stała się motywacją i pomogła innym zmobilizować do walki o macierzyństwo, lepsze samopoczucie i pokazała, że niepłodność to problem wielu par i że jednak ktoś mówi o tym głośno i dodatkowo pokazuje przy tym swoją twarz.

Cały wywiad: “O blogowaniu, projekcie towsrodku, PCOS i staraniach o dziecko”

Od czego się zaczęło… historia walki z pcos

Chyba od tego co u większości, że nagle zegar biologiczny zaczął tykać mocniej i postanowił dać znak, że to najwyższy czas. Cały rok miałam  zaplanowany, ciąża miała pojawić się tego miesiąca w którym sobie o niej pomyśleliśmy i się do licha nie pojawiła. Ani w pierwszym miesiącu, ani w kilkudziesięciu kolejnych.

Frustracja rosła i zaczęły przyplątywać się do nas wszystkie elementy, które wkradają się w życie pary niepłodnej.  Kłótnie, comiesięczna nadzieja i ogromny ból z którym człowiek uczy się żyć, nauka nowej sytuacji, pierwsze konflikty, pierwsze problemy, izolacja od świata i od ludzi.

Nauka życia w świecie w którym każdy ma dzieci, tylko nie ty

W którym każdy mówi, że posiadanie dziecka to spełnione życie, a życie bez dzieci nie ma sensu… dobijające. Nauka siebie i rozumienie swoich odmiennych emocji. Różnice w starciu z problemami mężczyzny i kobiety.

Poproszę dziecko, ale już!

Wierząc w regułkę WHO, myślałam, że powinnam czekać z tym wszystkim do roku i czekałam. Obserwowałam siebie i widziałam, że coś jednak jest nie tak.

Po kilku miesiącach udałam się do lekarza. Mam PCOS i brak owulacji. Byłam bardzo zagubiona w tym temacie. Informacji szukałam na portalach. Chciałam, jak najwięcej dowiedzieć się o tym co to jest i jak się z tym walczy. Przeszukałam w tamtym czasie wszystkie fora i frazy związane z PCOS.

Miała mi pomóc taka dieta, a nie inna, takie suplementy, a nie inne i naprawdę zgłupiałam. Bardzo chciałam wiedzieć, co mogę zrobić, bo PLAN = SPOKÓJ. Więc próbowałam wszystkiego co tylko jest możliwe (oprócz diety) bo uznałam, że żyję w miarę zdrowo. Masa witamin, supli, stymulacja clo i nic. Badania, badania, badania i szukanie innych przyczyn niepowodzeń na własną rękę. Chciałam wyeliminować wszystko co może być przyczyną niepłodności.

Pierwsze monitoringi i endometrium na poziomie 5 mm w dniu owulacji. Tragedia.

Przeczytałam cały internet i wszystkie fora, na temat starań o dziecko

Na takim “nic nie robieniu” spędziłam 2 lata!

Te dwa lata nazywam zmarnowanym czasem, straconym na dziwnych lekarzy, którzy nie widzieli problemu, nie zlecali badań. Postanowiliśmy po dwóch latach, udać się do kliniki leczenia niepłodności.

Czułam ulgę, że ktoś się na tym zna i, że jestem pod dobrą opieką. Zaczęło się standardem – femara, gonadotropiny, estrofem, monitoringi, hsg, IUI i nic. Jednak miałam poczucie, że robię wszystko co jest możliwe i że nie tracę już czasu na lekarzy, którzy mówią, że za miesiąc będzie Pani w ciąży.

Siedząc w poczekalni, natrafiłam na gazetę w której odnalazłam badania na temat zależności diety i PCOS, krótki artykuł, ale te procenty mnie zaciekawiły. Zaczęłam szukać i nie wierzyłam, że przez te dwa lata wypierałam możliwości diety, bo wierzyłam, że skoro jestem szczupła to nic nie muszę.

Naprawdę, ciężko mi to zrozumieć, bo dodatkowo siedziałam w tematach żywienia z racji swojego wykształcenia i cały czas miałam z tym styczność. Kolejno odkrywałam nowe smaczki, badania i stwierdziłam, że dieta to doskonałe uzupełnienie leczenia, że jak nie dieta, to robimy przerwę i zaczynamy kolejne próby za jakiś czas, chociaż powoli poddawaliśmy się. Dodatkowo byłam zmęczona psychicznie tym wszystkim. Nikt nie mówił głośno o emocjach podczas starań i o tym co można z nimi zrobić.

Dieta czas start!

Zaczęłam dietę, opierała się ona na produktach o niskim indeksie, dużo warzyw, ryb, wody, antyoksydantów, pieczywo pełnoziarniste, mięso dobrej jakości (czytałam składy), zero przetworzonej żywności, dużo orzechów, odpuściłam to wino na endometrium i piwo z koleżanką. Ograniczyłam cukier, właściwie to go wyeliminowałam. Przy okazji robiłam badania na pozostałości pestycydów w warzywach, które miałam jeść. Zaczęłam biegać! Myślałam, że mam super kondycję, nie używam windy w końcu, nie siedziałam w domu, chodziłam na rower.  I okazało się, że moja kondycja wcale nie jest w tak świetnej formie. Tak samo, jak z dietą, bo dopiero przejście na nią pozwoliło mi zobaczyć, że pomimo sałatki na obiad i świadomości, które warzywa ile mają nawozu, dopuszczałam się odstępstw, które zliczone po całym tygodniu tworzyły większą pulę złej diety.

Czytaj: “Dieta PCOS” 

Mój organizm zaczął szybko reagować na tę zmianę

Nadal byłam pod kontrolą kliniki. Te same leki od trzech miesięcy i przez kolejne trzy miesiące już z dietą. Miałam porównanie. Pęcherzyki szybciej rosły i całe szczęście endometrium się ruszyło. 8 mm to brzmiało dobrze.

Udało się!

Po 8 miesiącach w klinice, trzech miesiącach na diecie i łącznie trzech latach starań – udało się. Strach nie odpuszczał, bo kiedyś już cieszyliśmy się za wcześnie… A kiedy na USG okazało się, że prawdopodobieństwo, że coś z tego będzie jest małe, nawet nie miałam siły już płakać.

Po kilku tygodniach okazało się, że to coś z małymi szansami, rosło sobie w siłę i obecnie jest wspaniałą dziewczynką, która załatała wszystkie rysy na sercu zostawione przez każdy nieudany cykl. Kiedyś, jako wątpliwych wymiarów pęcherzyk ciążowy, który nie miał szans, dziś owy pęcherzyk wyszedł sobie z domu w piżamie z pozytywką grającą kolędy – dosadnie wyrażając sprzeciw zmiany piżamy i odebrania pozytywki. 

historia walki z pcos

Zaczęłam pisać bloga…

Powstanie tego miejsca miało dosyć zawiłą historie, ponieważ teksty tworzyłam już do niego 5 lat temu! Tyle mają niektóre artykuły.

Po tych kilku latach w internecie i tworzeniu innej strony, czegoś się nauczyłam o blogowaniu i budowaniu społeczności. Postanowiłam, że zajmę się tematyką niepłodności, że stworzę miejsce, którego ja kiedyś potrzebowałam i że inni dzięki temu zaoszczędzą swój czas, że dowiedzą się, jaki wpływ ma wybór dobrego lekarza i że jest to podstawa starań. Chciałam promować stosowanie diety, jako uzupełnienie leczenia, bądź zastąpienie go w przypadkach w których można to wykorzystać i w których może ono pomóc – bez popadania w skrajności, że dieta to jedyna forma leczenia. Wiedziałam, że strona powinna poruszać emocje i być drogowskazem dla osób zagubionych. Dodatkowo miałam plan, żeby to wszystko stało się jednocześnie moją pracą, bo wiedziałam, że inaczej nie będę mogła trzymać poziomu, na jakim mi zależało.

Chciałam wykorzystać całe moje doświadczenie żywieniowe i położnicze, które nie ukrywam, bardzo mi pomogło, jednak najbardziej pomocne w tym wszystkim było i jest kilka lat starań o dziecko.

Zapragnęłam promować zdrowie wśród kobiet, wspierać ich głowy i wyjść na światło dzienne z tym, co pomoże im pomóc przetrwać czas starań.

Wiedziałam, że stworzenie takiego miejsca wymaga ogromu pracy, że musi być to projekt blogowy z pewnymi założeniami na przyszłość, że musi mieć strategię, a nie być tworzony, bo mam ochotę.

… i pracę o wpływie żywienia na płodność kobiet

Doskonale się złożyło, bo postanowiliśmy znowu starać się o potomka. Przy kolejnym podejściu chciałam spróbować tylko diety.

Obserwowałam swój organizm i po kilku miesiącach udało się! Nie latach. Sama nie wierzyłam, bałam się i z wiadomością czekałam do 25 tygodnia.

Innym się udaje, blog pomaga

Po jakimś czasie zaczęły pojawiać się informacje o kolejnych ciążach, podziękowania za to miejsce, za wsparcie, za wskazówki, za namiary na lekarzy, za “prostowanie” głów, zrzucanie kilogramów, walczenie ze skutkami PCOS, bólem przy endometriozie, za możliwość wypłakania się, za motywację i za ziarno nadziei, a przede wszystkim za informacje, które są przydatne podczas starań.

To nie tylko moja zasługa, ale też zasługa społeczności, która nawzajem sobie pomaga na grupach. I taki był właśnie cel. Stworzenie miejsca wzajemnej pomocy.

Blog stara się poprawić komfort życia, które zostaje obniżone przez różne dolegliwości i ich skutki.

Oscyluje wokół tematów

ZDROWIE, ŻYWIENIE, STARANIA O DZIECKO

Dziękuję, że jesteście tu ze mną i że razem tworzymy to miejsce!

Ania

f3cf55 (2)

Wejdź na stronę Akademii i skorzystaj z niespodzianek, które przygotowałyśmy dla Ciebie

Polub Akademię na Facebooku


A tak działa blog

15940924_1300002820043298_156808758167254288_n 15355650_1269417356435178_7406137560463517668_n 14680747_1204027052974209_7692905469974677122_n 13620304_1122847404425508_3027551337455190829_n 15826634_1293830040660576_7577058729127727151_n 15940924_1300002820043298_156808758167254288_n 13692640_1132262493483999_8047056506273903214_n 13939489_1148336508543264_7831373062698394232_n 14045650_1159719050738343_9113674557560578627_n

 

 

Zostało 1 miejsce na 3 dniowe

warsztaty z Akademią Płodności 

 


KLIKNIJ

lub zadzwoń
t. 886 409 418 

Powered by WordPress Popup