Konwalia (pseudonim, żeby nie było bezosobowo). 33 cykle starań. Nieprawidłowe wyniki nasienia, później prawidłowe. Polipy. Inseminacja. Niepłodność idiopatyczna.  Rządowy program In Vitro. Udało się!

∗∗∗

p

Starania rozpoczęliśmy w czerwcu 2012. Na początku z uczuciem i wielką wiarą. We wrześniu poszłam do ginekologa, żeby sprawdził czy wszystko jest OK. Wykonałam USG i zlecone hormony. W obrazie USG wykryto podejrzenie polipów. Z jednej strony załamana, bo nigdy nie miałam z tym problemu i akurat teraz to się pojawiło a z drugiej strony ucieszona, bo to może one były przyczyną niepowodzeń. W listopadzie 2012 usunięto mi dwa polipy i od nowego cyklu wznowiliśmy starania.

W styczniu 2013 zaczęłam obserwacje swojego ciała a mąż wykonał podstawowe badanie nasienia (wynik prawidłowy). Zaczęłam też brać bromocorn na podwyższoną prolaktynę po obciążeniu. Niestety pech chciał, że zachorowałam na zapalenie płuc i po antybiotykoterapii pojawiła się infekcja intymna. Trochę się tym podłamałam, bo cały czas jakieś kłody pod nogi odkąd zaczęliśmy się starać a do tego w kwietniu bliska koleżanka poinformowała o ciąży – starała się 3 cykle! Niestety cały czas miałam objawy infekcji intymnej mimo stosowania różnych leków. Co gorsza leki te jeszcze bardziej zaostrzały ból. Żaden lekarz nie chciał mnie słuchać i zawsze jedna diagnoza – infekcja. Mimo bólu przy ♥ staraliśmy się z mężem nadal. Stosowałam różne wspomagacze tj. zioła ojca sroki, żel conceive plus, siemię lniane. Bez rezultatu. W końcu sama odstawiłam bromocorn, bo nie przyniósł efektu a poza tym przeczytałam, że już się nie bada prolaktyny po obciążeniu.

W lipcu 2013 poszliśmy z mężem do kliniki z bardzo dużą nadzieją. Diagnostyka zaczęła się od nowa. Hormony miałam OK, natomiast w badaniu rozszerzonym nasienia zdiagnozowano słabą morfologie plemników. Trzy cykle miałam monitorowane – owulacja występowała. Trzeci cykl dodatkowo był stymulowany CLO, gdzie były dwa jajeczka i zrobiliśmy test na wrogość śluzu (wynik prawidłowy). Oczywiście we wszystkich cyklach monitorowanych naturalne starania nie przyniosły efektu. Równocześnie mąż brał suplementy na poprawę nasienia, które zbadane po 3 miesięcznej kuracji miało jeszcze gorsze parametry. W cyklu z CLO lekarz znów zobaczył jakąś zmianę w endometrium i zalecił histeroskopie.

W listopadzie 2013 koleżanka urodziła dzidziusia a ja po raz drugi miałam usunięte polipy. Potem zrobiliśmy HSG, które nie wykryto żadnych nieprawidłowości i udaliśmy się do androloga, który zbadał męża, stwierdził, że nie widzi problemu w budowie męża i zaleca 6 inseminacji! Rozzłościł mnie tym podejściem. W klinice po HSG kolejnym krokiem była inseminacja na naturalnych cyklach. Długo się wahałam czy podejść do niej, bo naczytałam się o skuteczności i jakie powinny być minimalne parametry nasienia żeby miała sens. W końcu podeszliśmy do IUI trzy razy z czego ostatnia była na cyklu stymulowanym z dwoma pęcherzykami. Z każdą inseminacja miałam coraz mniej nadziei na powodzenie. W międzyczasie wyszukałam w Internecie lekarza, który zajmuje się diagnozą wulwodyni. Jedna wizyta, przepisane leki sprawiły, że ból, pieczenie ustąpiło po paru dniach. Przywróciło mi to komfort życia. Podczas trzeciej inseminacji kompletowaliśmy dokumenty do programu rządowego z rozpoznaniem niepłodność idiopatyczna. Wiązałam z tym wielkie nadzieje i wierzyłam mocno, że tym razem się uda.

Niepłodnosc idiopatyczna in vitro

W lipcu 2014 zostaliśmy zakwalifikowani, a w sierpniu rozpoczęliśmy procedurę. Niestety ze względu na duże ryzyko hiperstymulacji podanie zarodka zostało odroczone. Następny cykl niestety też nie był tym właściwym, bo lekarz nie wykrył owulacji (która według mnie była tylko opóźniona). W październiku 2014 doczekałam się transferu.

7 listopada 2014 po dwóch nieprzespanych nocach zrobiłam test z moczu i pierwszy raz w życiu zobaczyłam dwie kreski. To był 33 cykl starań.

Moja droga do macierzyństwa była trudna, bolesna, ale nigdy nie odpuściłam. Bardzo ważne w tej drodze jest wspieranie się z mężem/partnerem nawzajem i samozaparcie. Przechodziłam przez różne stany – rezygnacja, zwątpienie, wycofanie, lęk, złość, smutek, rozpacz. Nie rozumiałam czemu nas to spotkało. Gdy ktoś radził, żeby odpuścić to wtedy się uda (najlepsza rada) reagowałam złością. Co ktoś może wiedzieć o niepłodności skoro starał się krótko? A ja przecież przez etap odpuszczenia, wyjazdu przeszłam – bez rezultatu.

Dzisiaj z perspektywy czasu przekładam nasze doświadczenia na plus. Doceniam bardzo to co mamy – nas. Trudne doświadczenia sprawdzają związek i ukazują drugą osobę w nowym świetle. Możemy przemierzać nową drogę, trudniejszą – wychowanie.

Konwalia

W cyklu “UDAŁO SIĘ #nieplodnosctoniewyrok” to historie walki o macierzyństwo. Mam nadzieję, że będziecie chciały dzielić się nimi i podarować innym odrobinę nadziei. Jeżeli stoczyłyście taką walkę lub toczycie nadal bój i chciałybyście podzielić się z tym z innymi to zapraszam do kontaktu.

Historie możecie wysyłać na maila: towsrodku@gmail.com