Niepłodność to czas w którym para zostaje wystawiona na wielką próbę. Dotychczasowe życie emocjonalne wywraca się do góry nogami. Pojawiają się kłótnie i wzajemnie oskarżenia. Burzliwe starania o dziecko to dla wielu par nowa sytuacja, czasami trudna do zaakceptowania, która burzy dotychczasową “sielankę”. Najczęściej partnerzy oskarżają się o brak zrozumienia i empatii wobec drugiej osoby. Należy pamiętać, że kobiety i mężczyźni inaczej reagują na daną sytuacje. Przeczytaj co myślą mężczyźni podczas starań i czego oczekują od kobiet.

p

“Ona mnie nie rozumie”, czyli On opowiada

p

Kiedy do Waszych drzwi zapuka to cholerstwo, po pewnym czasie pojawią się jakieś niedopowiedzenia. Będą one mniejsze, większe, ale zawsze. Zaczyna się od obwiniania siebie nawzajem po brak zrozumienia, rozmów, wsparcia, zaangażowania.

Do napisania dzisiejszego tekstu poprosiłam trzech mężczyzn, którzy walczyli z niepłodnością. Przyczyna leżała po stronie kobiet. Przeczytajcie co w tym temacie mają do powiedzenia. Wszystko zebrałam w całość, jako słowa jednego mężczyzny, bo wiele zdań mówiło o tym samym.

p

Nieporozumienia w związku pary niepłodnej. Jego zdaniem

Podzielę się z Tobą tym, co siedziało w mojej głowie przez trzy ostatnie lata. Po pół roku bezowocnych starań, stwierdziliśmy, że czas wybrać się do lekarza – tzn. żona stwierdziła. Była już tym faktem mocno załamana, że wymyśliła nawet co jej dolega. W tym okresie usłyszałem już nie raz, że mnie to nie interesuje, że jej nie wspieram. Nie wiem dlaczego tak to widziała. Przecież to było dopiero pół roku! Do głowy mi nie przyszło, że ona oczekuje już na tym etapie wsparcia i, że te testy co miesiąc powodują w niej rozpacz. Niestety, tego mi nie powiedziała, a powinna. W tych całych staraniach, zanim się dogadaliśmy, minął rok i kilka miesięcy leczenia w klinice. Żona pękła i zaczęła nazywać swoje emocje. Ja cały czas wierzyłem, że klinika nam pomoże i trzeba cierpliwie czekać, więc czekałem. Moja żona nie miała tyle cierpliwości co ja, a te starania stały się okropnie męczące dla niej i dla mnie. Żona wpadła w jakąś comiesięczną pułapkę, testów, pasków owulacyjnych, czytania o tym w internecie. Nie mogłem tego zrozumieć, bo lekarze mówili, że szanse są, więc nie rozumiałem tej całej otoczki, jaką ona budowała. Starałem się ją wspierać (chyba nieudolnie). Mówiłem, że mamy czas, że są szanse – Ona wpadała w histerię i mówiła, że jej nie rozumiem. Powtarzała wielokrotnie, że mi nie zależy na staraniach i na niej, co było zupełną nieprawdą. Robiłem wszystko co uważałem, że nam pomoże (organizowałem wyjścia, wyjazdy, szukałem lekarzy).

Pewnego dnia, poprosiła mnie, żebym postawił się w jej sytuacji. Wyczytała w internecie kilka wskazówek i zrozumiała, że ja podchodzę do tego tematu zupełnie inaczej. Znalazła artykuł w którym ktoś opisał moje i jej zachowanie. Wysłała mi go i zobaczyłem w nim, jak bardzo jesteśmy schematyczni. Nasze zachowanie było typowym dla mężczyzny i kobiety podczas starań o dziecko. Przyznała, że miała klapki na oczach i myślała, że będę siedział z nią i płakał co miesiąc. Co znaczyłoby, że mi zależy tak samo, jak jej. Ja myślałem wręcz odwrotnie. Nie rozmyślałem co będzie, jak się nie uda. Nie opłakiwałem Nas, jako rodziny bezdzietnej, wystarczyło, że robiła to moja żona. Skupiłem się na tym co jest teraz.

Lekarz powiedział, żeby czekać, to czekałem. Dla mnie było oczywiste, że zostaniemy rodzicami.

Jedna wskazówka

Drogie Panie, mówcie czego oczekujecie od swoich partnerów, przełamcie się i nie czekajcie, aż ON się domyśli. My się nie domyślamy, my czekamy, aż nam powiecie co mamy robić (w wielkim skrócie oczywiście). Podczas naszej drogi – robiłem wszystko co uważałem za pomocne. Kiedy moja żona powiedziała, jak ona odbiera moją pomoc, trochę byłem w szoku, jak się nie zrozumieliśmy. Cała sytuacja mnie również irytowała. Przytłaczał mnie fakt, że nic nie mogę zrobić i nie jestem w stanie nam pomóc. Jej płacz (dużo płaczu) wydawał mi się stratą czasu – co jej wielokrotnie powtarzałem i co zostało odbierane, jako miałbym na myśli  “Mnie to nic nie obchodzi”. Teraz wiem, że Ona musiała się wypłakać, a moim zadaniem było klepanie jej po ramieniu.

Pewnego dnia dostałem od niej listę pytań, które ją okropnie trapią. Odpowiedzi na nie miały za zadanie ją uspokoić. Wtedy twierdziła, że nic jej to nie dało, teraz uważa, że bardzo jej one pomogły. W zamian sam stworzyłem taką listę na której napisałem tylko jedno zdanie “Pamiętaj, że staramy się oboje i ja też to przeżywam”. Całe szczęście, moja żona ocknęła się z tego skupienia nad samą sobą. W pewnym momencie miałem wrażenie, że moja rola w związku ograniczyła się do roli reproduktora. Skupiona na sobie, zapomniała, że ja też istnieje i potrzebuję żony oraz chwil z nią, a nie chwil podyktowanych cyklem, który mi ją zabrał na kilka lat.

Lista pytań, zadań i zapewnień, które przygotowała mi żona

  • Czy mnie zostawisz, jak nie będziemy mogli mieć dzieci?
  • Czy Twoja rodzina mnie zaakceptuje, jak nie będę mogła dać Ci dziecka?
  • Czy kobieta, która nie może mieć dzieci jest dla Ciebie wartościowa?
  • Adopcja, co o niej myślisz?
  • Czy pomożesz mi, kiedy ktoś będzie wypytywał o dzieci zmienić temat?
  • Czy będziesz ze mną szczęśliwy, jeżeli nie będziemy mieć dzieci.
  • Czy Twoim marzeniem jest rodzina z dzieckiem?
  • Czy Ci zależy na mnie?

Lista zadań

  • Kiedy płaczę, nie mów, że się uda następnym razem, daj mi się wypłakać.
  • Miej na uwadze, że spotkania z rodzinami z dziećmi są dla mnie przytłaczające.
  • Nie chcę słuchać tekstów “Jak, nie będziemy mieć dzieci to będziemy zwiedzać świat.” – tak kiedyś powiedziałem.
  • Nie mów co będzie, jak się nie uda.
  • Pomóż mi zmienić temat, kiedy zaczyna się rozmowa o dzieciach.
  • Zrozum, że nie lubię jeździć tam, gdzie są małe dzieci i cały czas o nich rozmawiają.
  • Nie pozwól innym na głupie żarty na temat starań w mojej obecności.

 

Wszystkie odpowiedzi na pytania wydały mi się oczywiste. Dla Niej nie były oczywiste.

Miłe Panie, jeżeli chcecie od Waszego partnera konkretnego wsparcia to musicie mu to jasno zakomunikować. My do rozwiązywania problemów podchodzimy zupełnie inaczej. To, że nie płaczemy z Wami, nie oznacza, że nam nie zależy. Kiedy mówimy, że za miesiąc się uda – mamy na myśli, że się uda. Nie doszukujcie się w naszych tekstach ukrytego przekazu i sentencji o których nie chcemy Wam powiedzieć. Pamiętajcie, że nam też jest ciężko, a te “czerwone pokoje” w klinikach wcale nie są przyjemne.


Cover fb