W cyklu “UDAŁO SIĘ”  publikowane są Wasze historie walki o macierzyństwo. Mam nadzieję, że będziecie chciały dzielić się nimi i podarować innym odrobinę nadziei. Jeżeli stoczyłyście taką walkę lub toczycie nadal bój i chciałybyście opowiedzieć  o tym  innymi , to zapraszam do kontaktu.

Historie możecie wysyłać na maila: towsrodku@gmail.com

***

Aktualizacja: 21.08.2017
Po kilkunastu miesiącach od  publikacji tej historii, dostałam takie zdjęcia od Natalii. Będzie Synek. <3

20979798_1951495238451567_1204106608_n 20986288_1951495225118235_702052211_n chłopak na usg

20917083_1951495175118240_300582532_n

Witam.

Nazywam się Natalia mam 30 lat. Około siedmiu lat temu podczas rutynowej kontroli u ginekologa usłyszałam, że mam PCOS. Oczywiście nie miałam pojęcia co to jest i mimo to, że lekarz próbował mi wytłumaczyć co to za choroba nie bardzo go rozumiałam. Byłam w takim szoku, że nie bardzo docierało do mnie to co on mówi. Lekarz powiedział też, że muszę zacząć leczenie i tyle. Nie zaproponował mi żadnej alternatywy, nie polecił żadnego lekarza odesłał po prostu do domu. Ponieważ nie był to lekarz do którego chodziłabym na stałe zaczęłam szukać kogoś kto wprowadzi jakieś leczenie. I tak się zaczęło piekło.

Bardzo ciężko jest trafić na kogoś kto się profesjonalnie zajmie młodą i wystraszoną kobietą. Nie byłam jeszcze w stałym związku a jedyne co słyszałam od lekarzy i co głęboko utkwiło w mojej pamięci to: „ musisz szybko zacząć starać się o dziecko”, „ jak będziesz w ciąży to będzie cud”. Chyba te wszystkie spotkania z lekarzami odbiły się na mojej psychice, bo do tej pory te słowa brzmią gdzieś głęboko w mojej głowie.

W tej chwili jestem w trakcie leczenia. Wraz z mężem przez kilka lat nie decydowaliśmy się na dziecko, ale też specjalnie nie robiliśmy nic żeby się zabezpieczyć przed ewentualną ciążą. Zdecydowaliśmy, że już pora poprosić o pomoc lekarza. Trafiliśmy do ginekologa, który zajmuje się leczeniem niepłodności. Po badaniu ginekologicznym i badaniach hormonalnych usłyszałam, że wcale nie ma PCOS tylko mam cechy PCOS cokolwiek to znaczy. Nie mam wszystkich typowych objawów, nie jestem otyła, a poziomy hormonów nie wskazują na typowe PCOS.

Nie wiem tak naprawdę co to dla mnie znaczy czy to dobrze bo przecież staramy się o dziecko od ponad pół roku i nic z tego nie wychodzi. Miałam monitorowane stymulacje owulacje wszystko wygląda dość dobrze, pęcherzyki się tworzą troszkę wolniej niż przeciętnie, ale owulacja jest.

Przyszła więc kolej na badanie męża i niestety okazało się, że ogólne badanie nasienia jest bardzo słabe (raptem 2% prawidłowych plemników). Mąż ma również podwyższoną prolaktynę i niedobór witaminy D. Lekarz powiedział, że póki co nic nie będzie robił z podwyższoną prolaktyną, bo jedno badanie nie jest jednoznaczne i trzeba powtórzyć i kazał brać suplement FertilMan plus i uzupełnić poziom witaminy D. Powtórzyć badanie nasienia i hormonów, a ja mam mieć zrobioną drożność jajowodów. Tyle jeżeli chodzi o nasze dotychczasowe badania i leczenie. Mamy teraz przerwę w stymulacjach czekamy na kolejne wyniki, ale do tych jeszcze prawie miesiąc.

Staram się tłumaczyć, że potrzeba nam czasu i że na pewno się uda. Czuję jednak, że to wszystko mnie przerasta. Co chwile znajomi ogłaszają, że będą mieli dzidziusia, albo pytają kiedy my się weźmiemy do roboty. Tylko najbliżsi przyjaciele wiedzą co przechodzimy.

Nawet rodzinie boję się powiedzieć, bo boje się, że co chwilę będą pytać jak nam poszło, czy się udało, a ja będę musiała odpowiadać, że znowu nie poszło. Teksty, które Pani (jestem Ania) 🙂 wrzuca dodają trochę otuchy bo wiem, że nie jesteśmy sami w tym wszystkim, a co najważniejsze, że innym się udaje więc chyba i nam się uda☺ oby.

Mam nadzieję, że za jakiś czas będę mogła napisać o naszych sukcesach.

Tekst został opublikowany 19 marca 2016 roku



Natalio, czekam z niecierpliwością na drugiego maila z radosną nowiną!

Ania

 

 

Jadłospis dla mężczyzn na 7 dni za 69,99 zł

Odpowiednie składniki, które mają wpływ na poprawę parametrów nasienia!