Kilka lat normowania hormonów, PCOS, tarczyca, jedno poronienie w 13 tygodniu i w końcu po wielu nieprzespanych nocach… udało się! Zosia  jest na świecie od dwóch miesięcy. <3

 

PCOS, poronienie, niedoczynność tarczycy

Od wielu, wielu lat zmagam się z trądzikiem. Pomyślicie pewnie, co ma trądzik do Twojej ciąży? Przejdź do sedna sprawy. Otóż moi Kochani, okazuje się, że ma bardzo wiele. Jeszcze jako młoda dziewczyna, nastolatka, nie zdawałam sobie z tego sprawy, bo nie myślałam wówczas o planowaniu rodziny. Zresztą trądzik w wieku młodzieńczym, wydaje się być czymś bardzo normalnym, co z czasem „samo przejdzie”. Jednak, gdy problem ten nie przechodzi w wieku dorosłym, wówczas zaczynamy szukać powodów tego stanu. A powody są zawsze

U mnie trądzik nie mijał. Doszły do tego bardzo, bardzo nieregularne miesiączki. Do tego stopnia nieregularne, że pewnego dnia wylądowałam w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie, gdzie po trzech dniach leżenia i badań, dostałam swoją odpowiedź na część doskwierających mi problemów. PCOS. Taka była moja główna diagnoza. PCOS, czyli Zespół Policystycznych Jajników. Ale jakby tego było mało, przyszwędała się do mnie jeszcze niedoczynność tarczycy. I te dwie choroby w połączeniu, robiły niemałe spustoszenie hormonalne w moim organizmie. Oczywiście, chciałabym uchronić tutaj kobiety zmagające się z trądzikiem, przed paniką. Nie u każdej kobiety bowiem, trądzik będzie oznaczał od razu PCOS. Po prostu w moim przypadku, organizm zareagował między innymi w ten sposób.

Problemy z cerą, wypadanie włosów, nieregularne, bezowulacyjne miesiączki, nadmierne owłosienie – to tylko niektóre objawy, które mogą świadczyć właśnie o tym problemie. Mój przypadek był trochę niestandardowy, bowiem PCOS i niedoczynność tarczycy w dużej mierze (oczywiście nie tylko) dotyka osoby z nadwagą. Ja natomiast od zawsze byłam chudzielcem, wręcz z niedowagą i nigdy nie mogłam przybrać na wadze.

webinar o pcos2

Zespół Policystycznych Jajników, zwany inaczej Wielotorbielowatością Jajników, charakteryzuje się głównie brakiem owulacji. A jak wiemy, brak owulacji, to brak jajeczka, a to znowu oznacza brak ciąży. I tym sposobem, w wieku 20 lat wiedziałam już, że będę mieć problemy z zajściem w ciążę. Na początku byłam bardzo załamana tym faktem, ponieważ zawsze marzyłam o rodzinie, a zostanie Mamą było jednym z moich najskrytszych marzeń. Dobiło mnie stwierdzenie lekarza, że PCOS bardzo często jest przyczyną niepłodności. Pamiętam jak wypłakiwałam się Mamie, która odebrała mnie ze szpitala. Próbowała mnie wówczas pocieszać. Jednak obie nie do końca zdawałyśmy sobie sprawę z tego czym dokładnie jest PCOS, jak z tym walczyć, co dalej robić.

Na początku poddałam się leczeniu, jakie przygotowano dla mnie w szpitalu. I trwało to jakiś czas. Brałam leki hormonalne, których tak naprawdę brać nie chciałam, bo czułam się po nich fatalnie, a które miały niby unormować moją gospodarkę hormonalną. Poziom tarczycy unormował się na tyle, że z tych leków mogłam zrezygnować. Problem jednak nie zniknął. W międzyczasie zdążyłam wyjść za mąż, skończyć studia, wyjechać na jakiś czas do Irlandii. W końcu, po powrocie do kraju, trafiłam do  lekarza, który według mnie, miał zupełnie inne, wręcz innowacyjne podejście do mojego tematu. Twierdził on, że dzięki odpowiedniej diecie i lekom obniżającym poziom cukru we krwi, może dojść w organizmie do spontanicznych owulacji, bez obciążania go lekami hormonalnymi. Zaufałam mu i tak działaliśmy przez ponad rok. Efektów nie było widać, aż do zeszłego roku, kiedy to niespodziewanie dowiedziałam się, że jestem w ciąży! Był płacz, szczęście, euforia, było cudownie! Niestety, nasza Dzidzia nie wytrzymała presji życia i w 13 tygodniu ciąży umarła…

Po miesiącach załamania i depresji, znowu zaczęliśmy starać się o dziecko. Tym razem w zupełnie nowym miejscu, w Gdyni. Po przeprowadzce tutaj, po poznaniu mojego obecnego lekarza, wiedziałam, że ważne rzeczy wydarzą się właśnie w Gdyni. I tak też się stało. Po kilku miesiącach leczenia, udało nam się znowu być w ciąży! Tym razem leczenie dotyczyło głównie uregulowania poziomu hormonów tarczycy, która bardzo się rozregulowała. Leki na niedoczynność tarczycy muszę brać cały czas, PCOS nadal ze mną jest, jednak – Dzisiaj jestem szczęśliwą? Ba! Najszczęśliwszą na świecie Mamą dwumiesięcznej Zosi. Droga do zdobycia takiego Skarbka była długa i kręta (tu opowiedziana w wielkim skrócie), ale wszystko co robiliśmy w tym kierunku miało sens. I chociaż często sensu tego nie widać od razu, to naprawdę warto walczyć! PCOS nie musi być wyrokiem. Można z nim wygrać!

Życzę powodzenia wszystkim starającym się o Dziecko. Nie poddawajcie się. Dużo siły dla Was!

Kala

Zapraszam na bloga Kali (klik) 🙂


W cyklu “UDAŁO SIĘ” będę publikowała Wasze historie walki o macierzyństwo. Mam nadzieję, że będziecie chciały dzielić się nimi i podarować innym odrobinę nadziei. Jeżeli stoczyłyście taką walkę lub toczycie nadal bój i chciałybyście podzielić się z tym z innymi to zapraszam do kontaktu.

Historie możecie wysyłać na maila: towsrodku@gmail.com