PCOS i słabe parametry nasienia – z tym borykała się pewna para, której po latach starań w końcu udało się doczekać upragnionej ciąży.


Dziękuje za przesłaną historię i życzę nudnej ciąży

Bardzo się cieszę, że ten blog pomaga przetrwać Wam ten czas oczekiwań.

“Trafiłam na Pani bloga jakiś czas temu i bardzo pomogły mi zamieszczone tam historie kobiet, które walczyły o bycie mamą i tę walkę wygrały. Może moja historia też komuś pomoże…

Pozdrawiam serdecznie, K”


W tej historii chciałabym zwrócić na jedną kwestię (bardzo ważną). Pamiętaj! Leczenie niepłodności zaczyna się od diagnozowania pary, a nie tylko od diagnozowania kobiety. Tak to powinno wyglądać, tak mawiają wszystkie zalecenia. Bądźcie tego świadomi, bo ta wiedza oszczędzi Wam sporo czasu i nerwów związanych z całą gorączką wyczekiwania.


 

Witajcie,

Pięć lat temu na kontrolnej wizycie u ginekologa usłyszałam, że mam cechy PCO. Tajemnicza nazwa, zlepek liter, który nic dla mnie wtedy nie znaczył. Lekarz powiedział, żeby się nie przejmować, że będziemy o tym myśleć gdy będę chciała zostać mamą. Uwierzyłam.

pcos i słabe nasienie

Trzy lata później tuż przed ślubem z K. postanowiliśmy rozpocząć starania o dziecko. Miało być szybko, łatwo i przyjemnie. Przecież „robienie dzieci” to łatwizna, każdy to potrafi. W tym samym czasie wśród naszych znajomych zaczęły się pojawiać informacje o kolejnych ciążach, a wkrótce również pierwsze maleństwa. Więc rosła presja i moje pragnienie zostania mamą.

Już w drugim cyklu starań udałam się do lekarza, postawiłam sprawę jasno, chcę być mamą.

Z gabinetu wyszłam z lekami na stymulacje i skierowaniem na dziesiątki badań. I tak zaczęliśmy naszą długą walkę.

W pierwszej fazie cyklu tabletki na stymulacje pęcherzyka, ocena wzrostu, zastrzyk na pęknięcie, a w drugiej fazie tabletki na podtrzymanie ewentualnej ciąży. I tak przez rok. Lekarz powtarzał, że w zasadzie powinno się udać, on nie widzi powodu, dla którego wciąż jeszcze nie jestem w ciąży.

Lekarz nie skierował nas na badanie męża. O tym pomyśleliśmy sami

***

Pcos, słabe wyniki nasienia

Dla mnie – laika, wyniki były raczej wątpliwe, sporo brakowała do dolnej granicy. A przecież wiadomo, że jeszcze kilka lat temu to, co obecnie jest normą – było patologią. Z wynikami badania nasienia męża poszłam do swojego ginekologa, powiedział, że faktycznie rewelacji nie ma, ale powinno się udać. Uwierzyłam. Znowu. Może dlatego że bardzo chciałam wierzyć. Wierzyć, że w końcu się uda, że ja też będę mamą.

Ale dla pewności, że ze mną wszystko jest ok dostałam jeszcze skierowanie na badanie drożności jajowodów. Na przeprowadzenie badania czekałam ponad miesiąc. Miesiąc, który trwał całą wieczność. Miałam wrażenie, że tracę czas, że powinnam coś robić, działać, walczyć o swoje macierzyństwo. Wynik pozytywny, oba jajowody drożne. Powinno się udać. Kolejne pół roku prób. Z każdym mijającym miesiącem było coraz ciężej, każdy wykonany test był jak przytyk…

„co z ciebie za kobieta?”, „do niczego się nie nadajesz!”, „nigdy nie będziesz matką!”

Seks stał się środkiem do celu. Na zegarek, z polecenia lekarza. Często bez żadnej przyjemność. Bo trzeba, bo przecież tak bardzo chcemy być rodzicami.

Miałam dość.

Postanowiliśmy skorzystać z ostatniej deski ratunku. Klinki leczenia niepłodności. Już na pierwszej wizycie zaskoczyła mnie jakość wywiadu i ilość zleconych badań. Badań, o których wcześniej lekarz nawet nie wspomniał. Badanie gęstości śluzu, przeżywalności plemników w drogach rodnych, w końcu zdolności plemników do łączenia się z komórką jajową. No i podstawowe – badanie nasienia, którego wyniki jednoznacznie wskazywały, że naturalnie w ciąże nie zajdę.

Po trzech miesiącach od pierwszej wizyty w klinice, po dziesiątkach badań moich i męża podeszliśmy do pierwszej inseminacji. Przez dwa tygodnie w oczekiwaniu na dzień kiedy będę mogła zrobić test żyłam jak na haju, byłam naćpana nadzieją i radością, bo przecież w końcu się uda i będę mamą, będzie tak pięknie.

I… znowu jedna kreska…

To było jak cios młotkiem w głowę. No, ale jak to?! Nie udało się?!

Po długiej rozmowie z mężem ustaliliśmy, że przebrniemy przez cztery inseminacje (tyle zakłada regulamin kliniki) i podejdziemy do in vitro. Na drugą inseminację poszłam bo musiałam, bez żadnego nastawienia, bez nadziei, nawet o nic nie pytałam lekarza. Brałam grzecznie tabletki na podtrzymanie ewentualnej ciąży i liczyłam dni do in vitro.

pcos, słabe wyniki nasienia

Czekałam na okres, kończyły mi się tabletki więc czas zrobić test. Zrobiłam, odłożyłam na pralkę z myślą, że za 5 minut trzeba go wyrzucić. I tak zrobiłam. Ale coś mnie tknęło – przecież nawet nie spojrzałam na wyniki. Więc wyjmuję go z kosza i oczom nie wierzę – dwie kreski!

***

Piękne, grube, różowe, DWIE kreski!

***

Było cholernie ciężko, morze wylanych łez, kłótnie, stres… Ale było warto.

Będę mamą!

pozytywny test ciązowy

 ***

Zapraszam wszystkich, którym udało się pokonać niepłodność do dzielenia się swoimi historiami

Kontakt: towsrodku@gmail.com

Jadłospis dla mężczyzn na 7 dni za 69,99 zł 

ZAMAWIAM 

Powered by WordPress Popup