Urządziliśmy dla niej pokoik w którym nigdy nie zamieszkała – historia Klaudii

insung-yoon-369908

Klaudia, zgodziła się na wspomnienia. Opowiedziała mi o tym, co czuje kobieta, która przeżyła śmierć dziecka.

Pewnej nocy zadzwonił do niej telefon w którym poinformowano ją, że stan jej córeczki Julki nagle się pogorszył. W szpitalu na rodziców dziewczynki czekały informacje, które na zawsze zmieniły ich życie… Klaudia straciła cząstkę siebie.

 

Ciąża prawidłowa

Jeszcze 3 lata temu moje życie wyglądało jak życie większości nastolatek. Szkoła, przyjaciele, imprezy. W tak młodym wieku mało która dziewczyna myśli o założeniu rodziny i życiu na własny rachunek. Przecież nie ma nic lepszego, jak na “garnuszku u mamy”. Ja jednak postanowiłam inaczej. Swojego chłopaka poznałam na jednej z imprez. Od samego początku znaleźliśmy wspólny język. To właśnie z nim postanowiłam wyprowadzić się od rodziców i zacząć prawdziwe dorosłe życie. Początki jak to zawsze bywa były super. Pomimo, że rozmawialiśmy o dziecku nikt z nas nie myślał, że to się zdarzy tak szybko.

Po niespełna 5 miesiącach wspólnego mieszkania byłam w ciąży. Emocje? Radość przez łzy. Mój brzuch stawał się coraz większy. Na usg dowiedziałam się, że będziemy mieli córkę. Ogromna radość. Od początku do brzucha mówiła JULKA. Nasza mała księżniczka Julka. Każde badania, wizyty, usg-ciąża książkowa. Miałam tyle siły i radości, że góry mogłam przenosić.

Poród nieprawidłowy

Do szpitala trafiłam w 36 tyg ciąży z bólami brzucha. Wiedziałam, że ciąża nie jest donoszona, ale powtarzałam sobie, że przecież 36 tydzień to nie jest tragedia i jeśli dojdzie do porodu to dziecko na pewno da sobie rade. Ułożenie płodu pośladkowe, postępująca akcja porodowa i decyzja o cesarskim cięciu. Nawet nie wiem, kiedy przewieźli mnie na sale operacyjną. Wszystko działo się tak szybko. Pełno biegających lekarzy, krzyki, panika.

***

Córkę pokazali mi dosłownie na ułamek sekundy

***

Nikt nie chciał mi powiedzieć co się dzieje z moim dzieckiem. Dopiero po przewiezieniu mnie na sale operacyjną przyszła lekarka, która poinformowała nas, że dziecko urodziło się z hipotrofią płodu. Mała została przewieziona do innego szpitala na oddział intensywnej terapii noworodka. Julka ważyła 1860g i mierzyła 49cm.

***

Moje niepełne 2 kg szczęścia

***

Mimo obaw i strachu wiedziałam, że sobie poradzi. Ze szpitala wypisałam się na własne życzenie dzień po cc. Z ledwością doczołgałam się do auta, zaciskając zęby z bólu, ale wiedziałam, że moja córka mnie potrzebuje, że to dla niej muszę być silna.

Kiedy pierwszy raz ja zobaczyłam widziałam w niej Dawida. Maleńka jego kopia. Wtedy też po raz pierwszy uświadomiłam sobie, że na tym oddziale leżą dzieci, które walczą o życie. Moja córka leżała w inkubatorze. Pełno kabli, urządzeń. Popatrzyłam na te wszystkie inkubatory i doszłam do wniosku, że…

***

…w porównaniu do innych dzieci wcale nie jest taka malutka i pewnie ma dużo szans na wyjście z tego.

***

Tak mijały kolejne dni. Dzień w dzień siedziałam u swojej córki. Przez kolejne 2 tyg jeździliśmy do niej. Z dnia na dzień była silniejsza, nabierała kolorów. Radziła sobie coraz lepiej. Lekarze byli w szoku, że tak szybko dochodzi do siebie.

Spojrzała na Nas ostatni raz

Nie wymagała podawania tlenu, osiągnęła te magiczne 2 kg, sama jadła. Lekarze poinformowali nas, że to kwestia kilku dni, kiedy już będziemy razem w domu.  Zabrałam się za pakowanie ubranek, przygotowywanie fotelika dla małej i właśnie wtedy zadzwonił telefon, a w słuchawce:

***

Dzień dobry. Dzwonie ze szpitala. Proszę jak najszybciej przyjechać, bo stan córki gwałtownie się pogorszył.

***

Jak to, moja córka? Przecież za kilka dni miała zostać wypisana do domu. Do ostatniej chwili zanim dojechaliśmy do szpitala wierzyłam w to, że jednak ktoś się pomylił, że to jednak nie moja córka. Niestety. To właśnie była Julka. Maleńka dziewczynka w inkubatorze z brzuszkiem jak balon. Jej maleńkie powieki były tak osłabione, że nawet nie miała siły na chwile ich unieść. Czułam, że dopiero teraz zaczyna się prawdziwy wyścig z czasem.

***

Diagnoza: NEC (martwicze zapalenie jelit)

***

Kiedy kazali nam opuścić oddział Julka otworzyła swoje oczka i popatrzyła na nas. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to było jej ostatnie spojrzenie, że właśnie się z nami żegnała. Wróciliśmy do domu. W nocy dostałam kolejny telefon:

***

Proszę jak najszybciej przyjechać, stan córki gwałtownie się pogorszył.

***

Dojechaliśmy do szpitala. Wjechaliśmy na 8 piętro (oddział intensywnej terapii noworodka) i już na sam nasz widok wszyscy nas unikali. Żaden lekarz, pielęgniarka nie mieli dla nas czasu. Po około 30 minutach wyszła pielęgniarka, która powiedziała:

Przykro mi, robiliśmy wszystko co w naszej mocy.

angel-1610267_1920

***

Co czułam, kiedy dowiedziałam się, że moje dziecko nie żyje

Zaparło mi dech w piersiach. Stałam jak słup i nie wiedziałam w którą stronę postawić pierwszy krok. Poszłam po raz ostatni zobaczyć swoją córkę. Wyglądała jakby spała. Już bez tej całej aparatury. Jak każdy inny noworodek, który właśnie ucina sobie drzemkę. Byłam w takim szoku, że nie uroniłam ani jednej łzy. Podpisywałam każde dokumenty, które podkładano mi pod ręce. Zbierałam rzeczy swojej córki.

Kiedy przyjechałam do domu, zobaczyłam pokoik, który razem z Dawidem od podstaw urządzaliśmy przez te 9 wspaniałych miesięcy. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że moja córka nigdy w nim nie zamieszka. To własnie tam dopadła mnie największa histeria. Płacz, nerwy i setki pytań, na które do dziś nie znalazłam odpowiedzi. Całe to zamieszanie z pogrzebem, dokumentacja – nie umiałam temu sprostać. Przez pierwsze 3 dni przyjacielem był alkohol. Dziś mi wstyd, że zamiast stawić czoła problemom ja uciekłam w alkohol. Wydawało mi się, że to najlepsza metoda. Pijana zasypiałam, a kiedy tylko otwierałam oczy uderzały we mnie wspomnienia każdego dnia, który z nią spędziłam.

Pogrzeb- najgorszy dzień w moim życiu

Kiedy zobaczyłam maleńkie ciało w bielusieńkiej sukience -wyglądała jak śpiąca królewna-, która już nigdy nie otworzy oczu. Może to dziwne, ale marzyłam, żeby ten dzień jak najszybciej się skończył. Nie chciałam siedzieć na cmentarzu i wpatrywać się w jej grób. Jak najszybciej chciałam być w domu.

W tych 4 ścianach stworzyłam sobie azyl, gdzie płakałam, wspomniałam każdą chwile z nią, każde jej spojrzenie. Emocje? Pretensje do całego świata. Dlaczego właśnie ja? Co takiego źle zrobiłam, że już na samym starcie w dorosłe życie dostałam takiego kopa?! Obwiniałam Boga. Dlaczego w tych rodzinach, gdzie jest alkohol, przemoc, są też dzieci, które rodzą się rok po roku. Dlaczego Bóg mi ją zabrał? Przecież Bóg, który tak bardzo nas kocha i chce dla nas jak najlepiej przysporzył mi tyle bólu i cierpienia? Krótko po stracie Julki zdałam sobie sprawę z tego, że…

…muszę mieć dziecko

Chciałam je mieć za wszelką cenę. Pomimo, że psycholog tłumaczył mi, że muszę najpierw przejść żałobę po stracie córki. Lekarze uważali, że jestem lekkomyślna, bo ciąża w tak krótkim odstępie od CC to kolejna tragedia na własne życzenie. A ja tak bardzo pragnęłam dziecka, że postawiłam wszystko na jedna kartę.

Codziennie chodziłam na cmentarz. Początkowo zadawałam pytania: “Dlaczego mnie zostawiłaś?” Miałam do niej żal. Potem zaczęłam się zastanawiać jak bardzo cierpiała, a ja nic nie mogłam zrobić. Nie mogłam pomóc mojemu jedynemu dziecku. Idąc na cmentarz zazdrościłam kobietom, które własnie idą ze swoimi dziećmi na spacer.

***

One z wózkami do parku a ja z kwiatkami i zniczami na cmentarz

***

Każdego dnia prosiłam Julkę o rodzeństwo dla niej. Wymyśliłam sobie, że wszystko leży w jej rekach. Popadłam w paranoje. Testy owulacyjne, testy ciążowe, na których nikt nie widział ani cienia drugiej kreseczki, a ja zawsze coś zauważyłam. Wmawiałam sobie, że tym razem się udało, a potem był tylko płacz. Żyłam od miesiąca do miesiąca z nadzieją, że w końcu wyjdzie pozytywny test ciążowy. Udało się!! Zaszłam w kolejna ciążę niespełna 4 miesiące po porodzie Julki. To był pierwszy dzień od 3 miesięcy, kiedy na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Budziłam się w nocy ze strachem, że poroniłam. Przed każdą wizyta u lekarza nastawiałam się na najgorsze.

***

Prosiłam Boga, że jak chce mi znów odebrać moje dziecko niech to zrobi teraz, bo kolejny raz nie zniosę porodu i powrotu do domu z reklamówką rzeczy swojego dziecka.

***

Kiedy nadszedł dzień porodu cała drżałam ze strachu. Urodziłam pięknego zdrowego Synka. Jak go pierwszy raz zobaczyłam widziałam w nim Julkę. Dziś patrząc na ich zdjęcia z pierwszych chwil po porodzie wyglądają jak bliźniaki. Wierzę w to, że to właśnie moja córka czuwała nad nami. Opiekowała się nami każdego dnia, dodawała mi odwagi.

Czy kolejne dziecko jest lekarstwem na stratę?

Nie. Pomaga cieszyć się z bycia rodzicami. Każdego dnia przynosi tyle radości, że na naszych twarzach ciągle gości uśmiech. Julka już zawsze zostanie w naszych sercach i będzie cząstką naszej rodziny. Nie zapomnieliśmy o niej. Są dni, kiedy wszystkie wspomnienia wracają jak bumerang i człowiek ma wrażenie jakby się to wydarzyło wczoraj.  W każdą rocznice odejścia matka myśli jak wyglądałoby jej dziecko. Patrząc na Syna zastanawiam się, jaka byłaby Julka. Wiem tylko tyle, że gdyby ona żyła, pewnie nie byłoby Igora, który jest naszym oczkiem w głowie. Uważam, że poczęcie kolejnego dziecka było pewnym rodzajem walki z bezsilnością i tęsknotą.

Śmierć dziecka – nie ma nic gorszego, niż pochowanie własnego dziecka

Nie ma nic gorszego dla matki, niż śmierć dziecka. Taki ból jest w stanie zrozumieć ten, który przeżył to na własnej skórze. Każdej kobiecie, która jest na tym etapie życia, w którym ja byłam 2 lata temu chcę powiedzieć, że należy zawsze mieć wiarę. Czasem trzeba posłuchać własnego serca, własnych pragnień a nie opinii innych ludzi. Ja nie posłuchałam psychologa, lekarzy. Serce podpowiadało mi, żeby dopiąć swego.

Dziś jestem

Szczęśliwą młodą mamą kochanego Synka, która przeżyła śmierć dziecka.

Dzięki Synkowi uwierzyłam, że ja też mogę doświadczyć macierzyństwa i tej jaśniejszej strony porodu oraz radości z bycia mamą. Nie zapomnę nigdy tego co mnie spotkało. Czasem nie potrafię nazwać tych uczuć. Trzeba się z tym pogodzić i nauczyć tak żyć.

***

“Wszystko co tak kochaliśmy w tym grobie się mieści, Bóg zabrał nam Ciebie nie zabrał boleści”- te kilka słów wyraża wszystko.

***śmierć dziecka

Tagi:

Related Posts

by
Witaj, nazywam się Ania i tworzę to miejsce z myślą o osobach, które starają się o dziecko i interesują się swoim zdrowiem. Zdrowie to również jedzenie, przepisy i wolny czas. :)
Previous Post Next Post

Comments

    • Ania
    • Październik 15, 2016
    Odpowiedz

    WPIS POWSTAŁ NA MOIM STARYM BLOGU. CAŁĄ DYSKUSJĘ UMIESZCZAM W TYM KOMENTARZU (70 KOMENTARZY) W TYM ZNAJDUJĄ SIĘ RÓWNIEŻ WSPOMNIENIA MAM PO STRATACH DZIECI.

    Alina Dobrawa pisze:

    Nie doczytałam do końca. Nie mogę po prostu.
    Od razu mam przed oczami moją Lili. Tak jak napisałaś na fb – ktoś kto tego nie przeżył, nie zrozumie.
    Ja nie jestem w stanie sobie tego nawet wyobrazić.

    Nie zrozumiemy, ale gdy jest się matką to historia chwyta za serce

    madzia pisze:
    03/04/2015 O 4:47 AM (EDYTUJ)
    ja rownierz stracilam coreczke, w sierpniu tego roku Natalia mialaby 3 latka… bardzo za nia tesknie.. lecz w kolejna ciaze nie moge zajsc, poddalam sie co ma byc to bedzie 🙁

    gry przeglądarkowe pisze:

    Zaniemówiłam … :(((( :'(

    Mama pisze:

    Będąc matką, dla mnie to cos tak niewyobrażalnego. Jak sobie myśle, że moje dziecko… Klaudio a Tobie nie wiem, czy gratulacje to dobre słowo. Jesteś silną, młodą kobietą. Ja nie dałabym rady.

    Asia pisze:

    Rzadko Kochana na blogi obecnie zaglądam. Brak mi tego, ale całkowicie pochłonęło mnie tworzenie ogniska domowego. Jednak, kiedy przeczytałam opis pod zdjęciem na Insta, pomyślałam – koniecznie zajrzę.
    Wycisnęłyście mi łzy. Leżę obok mojej śpiącej córki i łzy ciurkiem mi ciekną. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak czuje się kobieta w sytuacji, gdy umiera Jej dziecko…ale takie historie uświadamiają mi, jak wielkie mam szczęście, że moja Żaba jest zdrową dziewczynką.

    suuplyy pisze:

    Jest godzina 6:01 w łóżeczku obok śpi mój miesięczny synek. Czytając ten wpis popłakałam się. Do tej pory chlipię. Nie mogę sobie wyobrazić skali bólu jaką kobiety po stracie dziecka doświadczają. Coś strasznego. Aż drżę na samą myśl. Bez wątpienia ten temat jest tematem tabu. Nie wszystkie kobiety są w stanie opowiedzieć o swoich przeżyciach ‚publicznie’. Ja bym nie mogła. Brawa dla matki która stanęła na nogi i jest na tyle odważna by podzielić się ze swoimi emocjami z innymi. Brawa dla autorki wpisu za napisanie tekstu którego tematyka jest bardzo delikatna, rzadka i niesamowicie wzruszająca. Wpis długo pozostanie w mojej głowie i dzięki niemu nasunela mi sie już nie jedna refleksja.
    Pozdrawiam i jeszcze raz BRAWO DLA KLAUDII! MUSISZ BYĆ WYJATKOWO SILNĄ KOBIETA PO TAK PRZYKRYM DOSWIADCZENIU.

    nawarsztacie.blog.pl

    Klaudia jestes wielka! To są tak osobiste rzeczy i wspomnienia, ktore zapewne idą z czlowiekiem przez cale życie, że aż trudno uwierzyć ile potrafi przeżyć człowiek, co przecież historia udowodniła nie raz.

    dzieciusiowo.pl pisze:

    Jest wiele tragedii. Moja mama urodziła dziecko z wadą serca – to było przeszło trzydzieści lat temu. Nikt nie umiał jej wtedy pomóc. Wypisali dziecko normalnie do domu, żyło trzy miesiące. Wiedzieli, że umrze. Ja jestem takim lekiem na stratę, bo urodziłam się 9 miesięcy po pogrzebie mojej siostry. Gdyby ona żyła mnie by nie było. Jak patrzę na moje dzieci to myślę sobie – choć nie jestem wierząca, – że może po coś to wszystko się wydarzyło, że po prostu tak miało być.

    Klaudia pisze:

    Przeczytałam cały tekst… w oczach świeczki… ledwo powstrzymałam się, żeby się nie rozkleić.
    Mam dwójkę zdrowych dzieci i gdy czytam takie teksty to staje mi przed oczami czas od pierwszych kresek na teście, aż do dnia dzisiejszego. I pojawia się myśl, którą wyganiam szybciej niż się pojawiła… „co by było gdyby”….

    Matko Zabawko pisze:

    Pisze ten komentarz i łzy same płyną…to straszne, że te maluszki są tak szybko zabierane z tego świata. Nie wiem jak to jest stracić dziecko, obym się nigdy nie dowiedziała…

    Mama Melki pisze:

    Jak każda z nas tez się popłakałam. Tyle przeszłaś dzielna kobieto. Po takim tekście wszystkie nieprzespane noce to największe szczęście.

    pas pisze:

    Trudno mi jest cokolwiek napisać… Przeżyłam to. Nagła, niespodziewana śmierć…. Tak nie powinno być…

    Katarzyna Kokot pisze:

    Tez tonprzezylam.:(…
    Pierwszy synek.urodzil sie chory… a wczoraj pojechalam ze skurczami do szpitala 40tc… usmiechalam.sie ze w koncu mala chce wyjjsc… a tu serduszko juz nie bilo 🙁 _a przedwczoraj wyniki wszystkie serduszko Super…
    Ppdejrzewam ze po badaniach genetycznych w lutym od razu bedziemy chcieli.kolejne dziecko… tylko.niewiem.jak.zniose ten stress te obawy i leki :((… to jest poprostu TRAGEDIAAAA :((((

    albinoinka pisze:

    przeczytalam…z ledwoscia. ja juz nie chce takich artykulow czytac……,mam juz dosyc…….., to co we mnie w srodku sie teraz dzieje………., ja nie moge sobie wyobrazic co w takim razie bylo, jest w Klaudi…

    Mama pisze:

    Cos okropnego.cos bolesnego.cos niesprawiedliwego.takie rzeczy niepowinny sie dziac.takie maluszki powinny tulic sie do mamy i taty,nie do zimnej ziemi…rycze jak bóbr.mam dwoch synow…niewyobrazam sobie zycia bez nich

    Wiola pisze:

    Ocieram łzy bo popłakałam się okropnie. Kiedy jeszcze przeczytałam o ósmym piętrze to wspomnienia wróciły kiedy na praktykach właśnie na ósmym piętrze był oiom dla noworodków. 🙁

    Kosmetomama pisze:

    Bardzo zawsze współczuje takim mamom, których los tak doświadczył ale też zawsze je podziwiam bo potrafią wstać z popiołów i są silniejsze niż przedtem, niesamowita siła. Niewyobrażam sobie nawet tego co rodzice po stracie dziecka muszą czuć. Ja będąc w 1 ciąży byłam na lekach potrzymujących ciąże, a i tak Zosia urodziła się w 36 tygodniu. na szczęście cała i zdrowa ale lęk który mi toważyszył i pewnie toważyszy każdej kobiecie w podobnej sytuacji jest ogromny. Pozdrawiam jestem pełna podziwu dla mamy Julik i Igora i dla innych rodziców w tej takiej sytuacji

    Czarna pisze:

    Gratuluję odwagi podzielenia się tą traumatyczną historią i checi bycia mamusia tak szybko.
    Bylam w bardzo podobnej sytuacji, po deoch porobieniach. Tylko ze ja walczylam rowniez o swoje zycie ( po cesarce w 33t. (U coreczki stwierdili hipotrofie, ur.43cm i 1,5 kg) mialam krawienie i musieli zalozyc mi tamponade, przy tym nadcisnienie i zapalenie oluc. Na szczescie lezalam w szpitalu gdzie moja malutka i udalo Nam sie wyjsc z tego. Mnie wypuscili po 2tyg. A moja malutka 4dni pozniej.
    Nie wyobrazam sobie takiej straty, ale „dzieki Bogu” moglas te milosc przelac na SYnka. On teraz jest jak razem wziety z Julenka, Anioleczkiem Cudownym.
    Sciskam Was bardzoooo mocnoooo

    aw pisze:

    ja poroniłam, dwa razy. Ostatno raz byłam w 18 tygodniu ciazy. Akapit w którym opisujesz jak chodziłaś codziennie ze zniczem na cmentarz to tak jakbyś opisywał mnie. Rożnimy się tylko tym, że ja nie chcę, boję się mieć dzieci. Za bardzo bym się bala, że to znów się powtorzy.

    Wiola pisze:

    Nie piszcie, ze byście nie dały rady. Aniołkowych rodziców nikt nie uczy jak to przejść, spadło gwałtownie i każda z nas myślała, ze nie da rady, a jednak żyła dalej, często ze złoscią na samą siebie, ze my żyjemy, a nasze dzieci nie. Mój synek walczył na OiOM-ie 39 dni, zdążyłam sie z nim pożegnać, czekał na nas…Jego nieobecność boli, tęsknota jest codziennie, codziennie myślę o nim…WOjtuś postarał sie, w jego pierwsze urodzinki dowiedziałam się, ze jestem w ciaży…też pojawił się uśmiech…a potem strach i obawa….Ale córcia pomimo wielu problemów w ciąży urodziła sie zdrowa, jest naszym oczkiem w głowie i wielką radością…Już zawsze będziemy rozdarci między niebem, a ziemią, bo każda matka chciałaby mieć przy sobie wszystkie swoje dzieci…teraz, tu na ziemi mamy wiele pracy, ale przyjdzie czas, ze wszyscy sie spotkamy…

    ja też pisze:

    ja przeżyłam śmierć 2 moich dzieci 10 i 6 lat temu ciąże prawidłowe w obu przypadkach tylko pierwsze moje dziecko mialo się urodzić przez cesarskie cięcie 10 lat temu i zmienili zdanie 2 tyg po terminie dawali mi kroplówki co 2 dni po porodzie siłami natury byłam nie do życia a godzinę po porodzie przyszły do nie pielęgniarki i powiedziały z wyrzutem że myślały że sprzęt się zepsuł a to z moim dzieckiem coś nie tak córeczka po 11 godzinach zmarła ….. a dodam że dostała 10 punktów apgar
    6 lat temu trafiłam do szpitala na początku 9 miesiąca ciąży na badania i okazało się że synek słabo rośnie chcieli żebym przenosiła ciąże ale po 2 tygodniach okazało się że dziecko zmarlo we mnie 2 tygodnie przed terminem porodu …
    ból nie do opisania nie życzyła bym nikomu takiej tragedii
    ja mam w tym tylko 2 szczęścia mam dziesięcioletniego syna urodził się 10 miesięcy po śmierci siostry i córeczkę ktura niebawem kończy 3 latka teraz umiem docenić to co mam i tych których straciłam
    rozumiem dobrze ból po stracie dziecka
    tyle lat minęło a ja pamiętam to jakby to było wczoraj ….
    dalej to boli
    choć mam 2 dzieci przy sobie ….

    ziutka pisze:

    Ja wiem co przezylas poniewaz stracilam corke dwa lata temu kiedy miala 19miesiecy ,zmarla mi w domu na rekach bo pogotowie nie zdazylo dojechac na czas.Kilka dni przed tragedia bylam z nia u lekarza ktorem powiedzialam ze corka skarzy sie na uszka a ona na to ze to ida zabki i zeby niczym sie nie martwic,kiedy stracila przytomnosc szybko wezwalam pogotowie ale jak sie okazalo nie bylo juz ratunku bo za pozno przyjechali.Kiedy dostalam wyniki sekcji zwlok okazalo sie ze Moja Ksiezniczka miala obustronne zapalenie ucha srodkowego i ostra niewydolnosc krazeniowo-oddechowa.Moj swiat sie zawalil pomimo ze mialam juz starsza corke bylam na lekach uspokajajacych nic juz wtedy do mnie nie docieralo.Z pogrzebu pamietam tylko jak zegnalam sie z Corcia i jak mnie od Niej odciagali reszte pamietam jak przez mgle.Ciesze sie ze mam tak Kochajacego Meza ktory bardzo mnie wspieral w tamtych chwilach i robi to do dnia dzisiejszego.Dzis jestem w kolejnej ciazy o ktora staralismy sie ponad rok i okazuje sie ze jest to ciaza wysokiego ryzyka ale jestem pelna nadzieji ze wszystko skonczy sie dobrze.

    anness pisze:

    Dopiero będąc mamą poznałam prawdziwy strach. Nie wyobrażam sobie tego bólu i przeraźliwej tęsknoty …

    jagoda pisze:

    witam cie Klaudio i pozdrawiam,ja tez stracilam swojego aniolka z tym ze ja nie widzialam jej/jego nawet na oczy.to byl 17 tydz.ciazy,dobrze sie czulam ,pracowalam.nagle w sklepie jeden skurcz w pracy drugi.to stalo sie nagle,dzidzia juz nie zyla w moim brzuszku.szok,lzy i poczucie bezsilnosci .po zabiegu powrot do domu,i tak jak pisalas ja tez chcialam byc z nowu w ciazy.dlugie 2 lata zanim pojawily sie upragnione 2 kreski.dzisiaj moj synek ma 3 lata i jest naszym oczkiem i calym swiatem.pozdrawiam

    Paulina pisze:

    Kochana, czytałam do końca ze łzami w oczach. Przeżyłam to samo 4 lata temu. Pochowałam moje pierwsze dziecko, moją ukochaną córeczkę…
    Ból, który będzie nam towarzyszył do końca życia.

    Matka Prezesa pisze:

    Czytam to. Pamiętam … nabrzmiały brzuch. Żywienie pozajelitowe. RTG jamy brzusznej, którą znalazłam na inkubatorze i drżącymi rękoma wręczyłam lekarce z pytanie: ,,Ccooo tttto je…jest?!”. A ona mówi, że jak do jutra się nie polepszy to będziemy podpisywać papiery. Jasia czekała operacja. Wycięcie kawałka jelita. Nie pracowały.

    Ruszyło się.

    Śpi koło mnie.
    A ja każdego dnia mam świadomość ile ma szczęścia, a urodził się w 30 tygodniu i taką masę jaką miała córka autorki, moje dziecko osiągnęło po miesiącu (na równy miesiąc miał 1750g).

    Trudny temat.

    Tissana pisze:

    Popłakałam się…. Ja sobie nawet nie próbuję wyobrazić co czuje Matka, która straci dziecko już po porodzie…
    Ja poroniłam w 11 tygodniu. Ale ja tego dziecka nigdy nie widziałam… Do dziś boli, ale wiem, że to inny ból…

    Dwa+Trzy pisze:

    Czytalam i łzy płynęły mi po policzkach. pierwsze nasze dziecko poroniłam i myślałam że umrę z rozpaczy. Po dwóch latach urodziły się nasze trojaczki, które dziś mają prawie 4 lata. A miało ich w ogóle nie być. Wiara czyni cuda. …

    Mama Zośki pisze:

    Czytałam i płakałam…Nie przeżyłam dokładnie tego co Ty,ale również straciłam dziecko.Poroniłam 4lata temu i ból,który temu towarzyszył w sercu pozostanie na zawsze!Dziś obok mnie leży i śpi słodko moja 20 miesięczna Córeczka i każdego dnia Bogu dziękuję,że ją mam!Niestety utrata pierwszego dziecka w głowie i sercu pozostanie na zawsze…Czasem wydaje mi się,że to przez to doświadczenie jestem nadopiekuńczą mamą..Tule Was wszystkie Mamy,które utraciłyście swoje Aniołki!Wierzę,że One na nas i na swoje rodzeństwo patrzą z góry i otaczają nas swoją opieką i miłością.

    http://www.MartynaG.pl pisze:

    Nie wiem, czy znalazła się jakakolwiek matka, która nie uroniła łzy czytając ten artykuł… Boli serce matki bo matka wie jak jak ogromna musiała być to strata… Cieszę się jednak, że Bóg dał Ci drugie dziecko…

    Góralska mama pisze:

    Siedzę i ryczę…

    anka pisze:

    W moich ramionach śpi 2 miesieczny Franek. jest on prezentem od Marysi, mojej wymarzonej coreczki ktora pochowalam rok temu. zmarla w 40 tc po źle przeprowadzonym porodzie. Ciaza byla wzorowa, na zdrowa a w domku czekam na nią 2 letni braciszek. Moment w którym witałam sie martwym dzieckiem jest nie do opisania. Obolala po cc szlam za mała trumienka wiedzac ze to mój jedyny i ostatni spacer z nią. Pragnęłam zapełnić puste ramiona wiec zaszłam w ciaze 3 mce po cc. Ciaza byla bardzo stresująca. Gdy szlam rodzić plakalam tak mocno ze niemoglo mnie uspokoić. Byly komplikacje i przy tym porodzie z racji zbyt szybciej ciąży po cc. Ale udało sie. Marysia czuwała nad nami. Czy jest lżej?? Niejest. Każdą wyśpiewana kołysanka jest ze łzami… Bo synek nie jest na zastępstwo. To nowe dziecko. Bardzo brakuje mi córeczki zwlaszcza teraz jak w domu sami chłopcy

    Mama pisze:

    Boże to straszne to ból na całe życie. Czytałam, a przy mnie bawiły się moje dzieci. Rozwaliło mnie to. Czasem warto przeczytac cos takiego, bo to przypomina o posiadanym szczesciu.

    Mila pisze:

    Jak mnie ścisneło w sercu. Nie komentuje blogów, bo rzadko teksty wywolują u mnie emocje ale teraz łzy płyną ciurkiem

    Marta pisze:

    Przeżyłam to samo… tyle , że moje małe szczęście ważyło 670 g . Tosia żyła 8 miesięcy…..i odeszła….. a ponad rok po niej urodził się Filip….. Ale Tosia jest ciągle w mojej głowie i sercu… i tak samo zastanawiam się co rok, jakby wyglądała, jaka by była….. Pozdrawiam i przytulam……

    niedoszła mama pisze:

    Wielkimi grubymi literami : ,,NIE PISZCIE: ŻE NIE CHCIAŁABYM SIĘ PRZEKONAĆ JAK TO JEST, NIE WYOBRAŻAM SOBIE CO MOŻESZ CZUĆ, JA BYM NIE PRZEŻYŁA!!!” TE SŁOWA RANIĄ JAK NOŻE! A dla matki która pochowała swoje dziecko jest to tak potwornie wkur…wiające -jestem nią i z pełną świadomością to pisze. Myślicie, że matka tracąca swoje dziecko jest jakąś nadistotą, która nie myśli o samobójstwie dla której się skończył świat, a śmierć nie przychodzi na jej życzenie bo co ma zrobić – no nic! został mąż, który też cierpi i jej śmierć byłaby dla niego kolejnym wyrwanym sercem-czasem tylko to trzyma przy już beznadziejnym życiu. Odwaga? jaka odwaga to po prostu brak zahamowań bo co gorszego może mnie spotkać- moja śmierć-która byłaby w tym wypadku zbawieniem. Każda z was by to przeżyła bo nie miałaby wyjścia. Każda z was powinna sobie chodź przez moment wyobrazić takie wydarzenie choćby po to by zrozumieć, że nic nie jest dane na zawsze i chociażby po to przede wszystkim by zacząć myśleć gdy się rozmawia z taką kobietą. Prawidłowe zdania w takich sytuacjach to na pewno nie: ,,nie wiem co czujesz, ale…” , ,,wiesz jeszcze będzie dobrze-musi być” itd można bez końca. Zastanawiacie się jakie zatem jest trafione-,,jeśli chcesz opowiedz mi o nim, o niej” i drugie MILCZ tylko wysłuchaj. Rodzic chce to mówić, nie chce zaprzeczać istnienia tego dziecka – z tąd zapewne wpis autorki – bo nie ma komu tego opowiedzieć, bo najbliższym prościej jest poklepać po ręku i rzec ,,bedzie dobrze”, niż zderzyć się z tym z czym zderzają się miliony kobiet na tym świecie chowając swoje dzieci w różnym wieku.

    Polisz Mam pisze:

    Mam łzy w oczach i podziwiam Waszą dwójkę za siłę. Wasza historia jednak pokazuje, że warto walczyć i przejść kolejne dni. Cieszę się, że ponownie zostaliście rodzicami i życzę Wam aby już zawsze było pięknie! Zresztą macie swojego małego anioła i Julka już zawsze będzie czuwała nad Wami:)

    MPFanaberie pisze:

    Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie takiego bólu…

    Tedi pisze:

    Bardzo dobrze, że o tym napisałaś. O tym trzeba mówić. O śmierci, o poronieniu, o wszystkich problemach, które są związane. Śmierć dziecka nie powinna być tematem tabu.

    natalia pisze:

    Nie dalam rady przeczytac do konca… Nie moglam kazde slowo sprawialo ze placze

    Klaudia- mama Julki i Igorka pisze:

    Dziekuje za tyle cieplych slow z Waszej strony. To fakt, ze tego sie nigdy nie zapomni. Zadne kolejne dziecko nie bedzie w stanie przynajmniej mi zastapic Julki. Wielkii krokami zblizam sie do jej 2 anielskich urodzin a bol jest dokladnie taki sam. Czy jestem silna tak jak niektore z Was pisza? Absolutnie. Gdybym byla nie siegalabym po alkohol. Jestem osoba uparta i jak to mowia-daze „po trupach do celu”. Moim celem bylo kolejne dziecko i zrobilam wszystko wg mojego planu nie zwazajac na opinie i zdanie innych. Kolejne dziecko jest lekarstwem na pustke, na zapelnienie dnia. Ogrom obowiazkow, ktory spada na matke po porodzie dziecka, radosc z kazdej spedzonej minuty z nim pozwoli oderwac sie od myslenia o straci poprzedniego dziecla ale NIGDY nie pozwoli zapomniec. Nie wiem jak inne aniolkowe mamy ale ja mam nieraz taki dzien kiedy potrzebuje sama w samotnosci isc na cmentarz, wyplakac sie tak jak 2 lata temu, wyglaskac grob corki z nadzieja, ze ona „czuje” moj dotyk.

    Z tym nie da sie pogodzic, zrozumiec. Z tym trzeba zyc. Patrzec w przyszlosc ale jak to poczatki sa trudne dlatego czesto w takim momencie na poczatku robi sie jednem malutki krok do przodu aby potem wrocic 10 ogromnych w tyl…

    Kinga Wójcik pisze:

    Ja nawet nie mogę o tym czytać ani mówić. Mam dwójkę dzieci i jak sobie tylko pomyślę że mogło by się im coś stać to łzy mi lecą i serce krwawi, nawet sobe nie próbuję wyobrazić co wtedy czuje matka.

    Agnieszka pisze:

    Za 2 tygodnie nasza druga rocznica… My byliśmy w takim szoku i bólu, że na naszym grobie jest wyryty zły miesiąc… czas się dla nas zatrzymał…

    Sylwia W-K pisze:

    Niewiele brakowało, a i mnie by to spotkało. Jechałam na salę operacyjną z przekonaniem, że moja córeczka odeszła. Dostałam krwotok, tętno było niewyczuwalne… Modliłam się i jakimś cudem moje dziecko przeżyło… Bardzo Wam Drogie Mamy Aniołków współczuję. Wiem, co wtedy czułam, co myślałam…

    ugotowani.tv pisze:

    Niestety dzień dziecka utraconego to także nasz dzień… Nasze dziecko się nie urodziło, ale dla mnie będzie żyło wiecznie.

    na zawszezrozpaczona pisze:

    24,3 tc. Bezwodzie. Od 6 tc krwiak, leżenie i niekompetetny lekarz prowadzący…doprowadził do najgorszego. Gdybym nie znalazła się na śląsku przed porodem – nawet nie kangurowałabym, nie zobaczyłabym… Po 16 najcudniejszych dni przy Moim maleńkim Synku – otrzymałam wiadomość ze szpitala. Pani Syn nie żyje. Najgorsze z najgorszych doświadczenie – idąc na rękach z małą trumienką, w której Twój najcenniejszy, upragniony Skarb :(:(:( To już prawie 11 miesięcy od tej straty – a czuję, jaby to było dziś. Ogromna rana na sercu. Pretensje do samej siebie i pytanie bez odpowiedzi – dlaczego?

    Nie doczytałam do końca, bo chyba nie umiałabym usnąć :(((
    Na swoją córeczkę czekałam 6 lat, nie przeżyłabym tej straty… niesamowicie silna kobieta, wybacz, że nie byłam w stanie dokończyć… moja Mania ma 6 mc, cieszę się z każdego dnia z nią, celebruję każdą chwilę…dziecko to największy cud i dar od Boga !

    Mama pisze:

    Mój mały Aniołku, Ty jesteś tak blisko,
    Choć oczy nie widzą, serce czuje wszystko,
    Rozkładasz skrzydełka, przytulasz do siebie,
    Czuję Twą obecność, jestem obok Ciebie,
    I swą małą rączką wycierasz łzy moje,
    Choć Ciebie nie widzę, obok Ciebie stoję,
    Uśmiechasz się do mnie, utulasz ból duszy,
    Tak tęsknię za Tobą, rozpacz szczęście kruszy,
    Głaszczesz mnie po głowie, bym się nie martwiła,
    Z mojego uśmiechu rodzi się Twa siła,
    Więc cichutko prosisz bym była radosna,
    Bym wierzyła mocno, że znów przyjdzie wiosna,
    Bym już nie płakała, bym otarła oczy,
    Że mnie mocno kochasz, co dzień przy mnie kroczysz,
    Ty troszczysz się o mnie codziennie od rana,
    Bez chwili wytchnienia jestem pilnowana,
    Opieką otaczasz, czuwasz nieustannie,
    Czuję Twoją miłość, czerpię ją zachłannie,
    Mój mały Aniołku, tak bardzo Cię kocham,
    Staram się uśmiechać, choć serce mi szlocha,
    Jestem z Ciebie dumna maleńka Córeczko,
    Chciałabym Cię tulić, mieć obok w łóżeczku,
    Ale jesteś potrzebna u dobrego Boga,
    Nie możesz być z nami, bo inna Twa droga,
    Moja miłość do Ciebie tak wielka wyśniona,
    Choć nas los rozdzielił, jest wciąż nieskończona!

    Mama Hannah Sophia pisze:

    Droga Klaudio, w sierpniu przezylam moja tragedie zyciowa, ktora bardzo podobna jest do Twojej. Moja coreczka rowniez urodzila sie w 36 tyg. przez cesarskie ciecie, powodem wczesniejszego porodu byla jednak gestoza czyli zatrucie ciazowe. Hania zmarla 5 tyg po porodzie w szpitalu, diagnoza martwicze zapalenie calych jelit. Mielismy ja w domu tylko przez 3 tygodnie… Nie wiem czy odwiedzasz jeszcze ta strone, bo widze ze ostatni wpis dalas w kwietniu. Jesli jednak przeczytalabys ta wiadomosc i mialabys czas i ochote, to bardzo chcialabym nawiazac z Toba kontakt, mailowy, skypowy albo jakikolwiek…

    Yennefer pisze:

    Droga Mama Hannah Sophia
    Nie wiem, czy autorka bloga odpisuje.
    Spotkalo mnie cos bardzo podobnego w marcu tego roku. Po 2 latach staran zeszlam w dlugo oczekiwana ciaze. Emocjom nie bylo konca: kupowanie ubranek, lozeczka, przygotowanie mieszkania na przyjscie maluszka…Cieszylam sie jak glupia. Maz byl wniebowziety.
    Wyladowalam na porodowce w srodku nocy. Polozne i lekarze byli bardzo mily. Porod trwal bardzo dlugo, zapis monitoringu serca dziecka pokazywal, ze srednio radzi sobie ze skurczami. Przy parciu nie mialam juz sil: poszly w ruch kleszcze. Cos strasznego. Moj synek urodzil sie siny, nie ruszal sie. Udalo sie szybko przywrocic funkcje zyciowe. Nabral kolorow, ruszal raczkami. Ale po 30 minutach jego serudszko przestalo bic. Reanimacja. Transport do innego szpitala. Reanimacja w karetce. Reanimacja w drugim szpitalu. W konce oznajmili to co najgorsze: moja mala kruszynka nie zyje. Do dzisiaj nie moge sie pozbierac, nie wiem czy kiedykolwiek sie pozbieram. Chce zajsc w nastepna ciaze. Wiem, ze to nie przywroci mi pierwszego synka. Wiem, ze jeszcze nie skonczylam zaloby po nim (ale czy kiedykolwiek ja skoncze?). Czuje jednak ze dluzej w pustym i smutnym mieszkaniu nie wytrzymam. Tak bardzo chce trzymac w ramionach moje dziecko. Tak czesto sobie to wyobrazam. Zyje z dnia na dzien, chodze do pracy, widuje sie ze znajomymi, ale moje zycie nie jest pelne. Nie jestem szczesliwa.
    Mam zal do lekarzy: moze powinnam miec cesarke skoro porod tak dlugo trwal
    Mam zal do siebie: porod tak dlugo trwal bo jestem slaba, moze powinnam nalegac na cesarke
    Mam zal do wszechswiata: dlaczego ja?
    Czasami mam ochote na wrzeszczec na lekarzy. Czasami zamknac sie w domu i plakac caly dzien. Zyje dla meza z nadzieja ze jeszcze kiedys wezme w ramiona moje dziecko.

    Mama Hannah Sophia pisze:

    Kochana Yennefer,
    Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Chyba moge napisac ze wiem co czujesz. Chyba kazda mama ktora przezyla smierc swojego dziecka moze zrozumec druga mame, ktora tego doswiadczyla. Choc kazda historia jest inna, bol jest zawsze ogromny i ten sam. Ostatnio gdzies przeczytalam wypowiedz ojca ktory stracil dziecko- „wszyscy zawsze zastanawiamy sie dlaczego wlasnie Ja”, a on pisze „dlaczego nie”..
    Dokladnie wiem co czujesz mowiac o pustce, o pustym pokoiku dzieciecym.. W kregu naszych znajomych 8 par zostalo w tym roku szczesliwymi rodzicami… a my? tez nimi zostalismy ale nasz aniolek niestety nie jest juz z nami.
    Droga Yennefer jesli chcialabys ze mna porozmawiac, wymienic sie paroma mailami, razem poplakac.. napisz do mnie (lucia81@wp.pl) Nadchodza swieta, nie wiem jak je razem z mezem przetrwamy..

    Anielno pisze:

    Hannah i Yennefer wysłałam Wam kilka informacji i linków na maila. Mam nadzieję, że pomogą Wam przetrwać ten czas.

    Jamarianna pisze:

    26 grudnia minie rok od tamtych strasznych chwil na porodówce. Moj syn urodził się w 40 tyg. z ogromnym i niewyjaśnionym niedotleneniem. Żył 18 dni. Ból przychodzi falami, raz jest lepiej raz gorzej. Boję się pierwszej rocznicy jego urodzin i śmierci. Ale wiem, że jestem silna, że dam rade, bo rośnie we mnie nowe zycie. Jestem w 12 tygodniu ciąży i staram się za wszelką cenę nie dawać bólowi i stresowi. Mam bardzo wyrozumiałego lekarza, często robi mi usg, tak tylko żebm się uspokoiła… Ale jest mimo wszystko ciężko. Mówię sobie, że byle do wiosny…

    Estella pisze:

    California Dreamin’. Congratulations on this great opportunity Michelle. You go girl! I sure wish I lived in California &#a.00;.well
28t least I wish I could go to the workshop. The people who get to go to those workshops are sure the lucky ones.

    Patrycja pisze:

    Ja dokladnie to samo przezylam to co Ty. Gdy po 2 tyg uslyszalam ze moze wkrotcr wyjdziemy do domu to nie bylo wiekszego szczescia…a potem nagle pogorszenie stanu, spadki saturacji…jedna operacja, potem druga…a potem najgorszy z mozliwych telefonow. I tez…staranie sie o ciaze…staranie moglo u mnie trwac latami…a zaszlam w ciaze w ciagu 2 miesiecy… w dxien dziecka… teraz zostal mi jeszcze miesiac do porodu..a ja pelni obaw…czy w drugiej coreczce nie bede szulala tej pierwszej? Czy bede ja kochała tak samo?! Strach i tęsknota rozdziera mi serce

    Droga Krzyżowa | Spesalvi.pl pisze:

    […] jej dziecko. Niedawno przyznawałem na prowadzonym przeze mnie portalu tytuł Tekstu Tygodnia wpisowi o śmierci dziecka. Robiłem to z poczuciem jakiejś niezwykłej niestosowności. To był świetny i ważny tekst, […]

    Anonim pisze:

    podziwiam cie tak samo jak siebie .Laczy nas podobna chistoria i podobne zachowania i wiem ze drugie dziecko nie leczy ran tylko blokuje bul na jakis czas ale wszystko powraca jak bumerank ten bul w sercu na zawsze zostanie alee uspiony na jakis czas .Ale kocham swoje dzieci .musimy byc silne nie dla nas ale dla naszych dzieci.Moj synek mia by juz 8 lat ale wiem ze jest przymnie i to daje mi sile pozdrawiam

    Aleksandra pisze:

    Cos strasznego…. NEC [martwicze zapalenie jelit] rowniez zabralo mi syna. Urodzilam Fabiana w 34tc , spedzilismy razem 32 dni. Odszedl od nas 13stego czerwca, od 18stu dni jestem matka bez dziecka . Tyle milosci ,a nie ma z nia gdzie isc ….

    Maja pisze:

    Przeżyłam a właściwie przeżywam dokładnie to co Ty :(( moj synek Julek żył dwa dni. Ciąża była książkowa, moj synek duży, silny, piękny. Rodziłam go zaledwie miesiac temu. 23h. Wszyscy mówili ze jest dobrze. Potem nie mogłam go urodzić. Druga faza przeciągała sie do 2h….błagałam o pomoc….o ratunek…zaczęło sie szukanie lekarza….brak jego :(((( a potem szarpanie mnie i wiezienie na Cc. Na sali juz nikt do mnie nie mówił. Rzucali jak workiem. Dali głupiego jasia. Jak sie ocknęlam wiedziałam tylko ze nie słyszę płaczu. Ze nie widze synka. Zabrali go do szpitala neonatologocznego z MAC. Zaaspirowal smółkę przez za pozno zrobione Cc. Ja na życzenie wyszłam ze szpitala następnego dnia rano. Po Cc. Tam czytałam przy nim do ostaniej chwili. Tulilam raz w życiu – gdy odchodził. Moj bol jest nie do opisania. Cierpię jakby ktos mi wyrwał serce. Pogrzeb Julka był koszmarem, którego nie życzę najgorszym ludziom na świecie. Codzień pytania dlaczego ja?moje szczescie było zdrowe a teraz go nie ma. Mam tylko nadzieje ze znajdziemy winnych.

    Marze juz o drugiej ciąży, boje sie i marze. Wiem ze trzeba czekać. Wiem…bardzo potrzebuje ludzi którzy przezyli to co ja…wokół mnie same szczęśliwe rodziny z dziećmi. A ja sama….cierpię w środku.

    Dziekuje za twoja historie.

    Malgosia pisze:

    Ja stracilam moja coreczke 3 stycznia 2016

    Malgosia pisze:

    Moja Dominika miala 19 lat…mam mnostwo wspomnien…i mnostwo bolu…bo juz Jej nie ma…Nie wiem jak dalej zyc.

    Malgosia pisze:
    06/08/2016 O 5:29 AM
    Miała raka mozgu.Była operacja,śpiaczka…wybudzenie ze śpiaczki i wielka radość że wszystko bedzie dobrze a w Boże Narodzenie lekarka powiedziała że sa przerzuty na całe ciało i nie mozna nic zrobic.Patrzyłam na moja ukochana córeczke prawie miesiac jak umiera…a odkad odeszła nie umiem życ…

    ewelina pisze:
    07/08/2016 O 9:57 PM
    Mój Synek Oluś odszedł od nas w wieku 9 lat po ciężkiej operacji na serduszko i prawie 3-tygodniowej walce o życie…Na miesiąc przed operacją przystąpił do Komunii Św.Był taki szczęśliwy … Na dwa dni przed operacją powiedział mi że nie chce być operowany bo się boi,tak jakby coś przeczuwał … Półtora roku pózniej urodził się Igorek,zdrowy i wesoły Braciszek 🙂 I to jest faktem,radość jest wielka ale nigdy żadne następne dziecko nie zastąpi tego Utraconego… Życzę Ci wytrwałości i duuużo zdrowia dla Twojej Pociechy 🙂

    • Bozena
    • Październik 20, 2017
    Odpowiedz

    Czytam chyba swój historie 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

66 shares

Kategorie